Ama sin miedo, porque lo mas lindo en la vida es amar.♥.♥.♥.
wtorek, 31 lipca 2012
"Jeszcze chwila, a mogę ...."
Hola a todos ! Przepraszam Was za spóźnienie, ale mam tyle na głowie ostatnio, że masakra. Oglądanie telek, pomaganie przyjaciółce w wyprowadzce i stronka na fb, ale obiecuję, że za to dam kolejny rozdział w piątek. Oczywiście nie będzie się to na razie powtarzało, bo muszę nadrobić trochę w rozdziałach ;) A teraz zostawiam Was z nowym bohaterem :) Miłego czytania kochani :)
----------------------------------------------------------------------------
*Perspektywa Franco
Czekałem na nią przed domem. Minęło około piętnastu minut zanim wyszła. Kiedy drzwi od domu otworzyły się i wyszła z nich ona, myślełem, że padnę. Była jak anioł. Śliczne kręcowne, ciemne-blond włosy. Zielone oczy. Delikatna owalna twarz. Usta lekko rozchylone. Wyglądała zabójczo. Mimowolnie uśmiechnąłem się szeroko na jej widok, a moje serce zaczęło bić szybciej niż kiedykolwiek.
Podszedłem bliżej, ująłem jej dłoń w swoją i pocałowałem delikatnie. Poczułem zapach świeżych róż.
- Witam. Jestem Franco. Kuzyn narzeczonego pani przyjaciółki. Mówiono mi, że jest pani śliczna, ale nie sądziłem, że ujrzę anioła. A jednak - zacząłem zahipnotyzowany jej urodą.
- Bardzo mi miło pana poznać. Jestem Carlota. Zgadza się moja przyjaciółka jest związana z pańskim kuzynem, Ivanem. Jeżeli chodzi o mój wygląd to na prawdę pochlebia mi to, ale chyba pan troszeczkę przesadza - odparła.
Nagle ujrzałem słodkie rumieńce na jej policzkach. Uśmiechnąłem się i dodałem.
- Czy dałaby się pani zaprosić na obiad ?
Zanim cokolwiek odpowiedziała, uśmiechnęła się zaskoczona i odparła.
- Bardzo chętnie. Jednak mam do pana prośbę ...
- Słucham.
Pragnąłem spełnić każdą jej prośbę, każdą zachciankę.
- Czy mógłby pan mówić do mnie po imieniu? Jakby nie patrzeć nie jestem, aż taka stara, aby mówić do mnie na pani.
Zaśmiałem się i odpowiedziałem.
- Ależ oczywiście. Pod warunkiem, że i Ty będziesz zwracać się do mnie po imieniu.
- No dobrze skoro tak. Może i tak będzie lepiej.
- Z pewnością - uśmiechnąłem się i podałem jej ramię - To co ruszamy ?
- Bardzo chętnie.
Ujęła moje ramię, po czym skierowaliśmy się do samochodu. Otworzyłem jej drzwi ze strony pasażera. Kiedy wsiadła zamknąłem je za nią i sam skierowałem się w stronę drzwi kierowcy. Chwilę później już jechaliśmy trasą do miasta. Widać było po niej, że o czymś intensywanie myśli. Postanowiłem zapytać o powód tego niesmacznego wyrazu twarzy.
- O czym tak myślisz, jeśli można spytać ?
- O wszystkim. Odkąd tu przyjechałam moje życie odwórciło się do góry nogami - odparła i zmusiła się do uśmiechu.
- Rozumiem - wolałem nie wnikać przez kogo i przez co.
Resztę drogi milczeliśmy. Dojechaliśmy dość szybko, jakoże na ulicach nie było zbyt wielkiego ruchu. Pomogłem jej wysiąść, po czym weszliśmy do restauracji, gdzie czekał już na nas, wcześniej zamówiony, stolik dla dwojga. Kiedy usiedliśmy, podszedł do nas kelner. Poprosiłem o butelkę wina półsłodkiego i danie dnia.
Była między nami niezręczna cisza. Postanowiłem ją przerwać.
- Jak Ci się mieszka z Rodriguezami ? - zapytałem z uśmiechem na twarzy.
- To bardzo serdeczna i miła rodzina. Jednakże moim ulubieńcem jest nikt inny jak dziadek - odparła i zachichowała cicho.
Była prześliczna, kiedy się śmiała. Ona chyba nie wie jak bardzo jest podniecająca, a zarazem niewinna. Ja nie byłem nigdy typem playboya. Nie ochodziło mnie jak kobieta jest pociągająca i jakie ma warunki. Obchodziło mnie jej wnętrze, któremu też nic nie brakowało. Po prostu ideał.
- Cieszę się - uśmiechnąłem się.
Kiedy kelner przyszedł i podał wino z dwoma kieliszkami, podziękowałem i postanowiłem dowiedzieć się czegoś o tej ślicznej istocie.
- Jesteś z Polski, tak ?
- Tak
- Widać.
- Nie rozumiem
- Przecież cały świat wie, że polski i latynoski to najpiękniejsze kobiety na świecie.
Zaśmiała się, a jej policzki nabrały rumieńców.
- Też to słyszałam.
- Nie tęsknisz za rodziną ? - zapytałem zmieniając temat.
- Oczywiście, że tęsknie, ale dobrze mi tutaj. Właściwie to dzięki Soledad - odparła, a ja posłałem jej pytające spojrzenie, na co ona ciągnęła - Ona jest miłośniczką tego kraju i krajów sąsiadujących, a mianowicie Kolumbia, Brazylia, Wenezuela i ta reszta to jej życie. Od małego pragnęła znaleźć się w tym kraju. Przebywać z tutejszymi ludźmi. Zobaczyć wszystkie miejsca, w których kręcone były jej ulubione telenowele. Ja jej tylko towarzyszę i chętnie sama zwiedzam to wszystko. Tutaj po drugiej stronie oceanu, wszystko jest takie inne.
- Rzeczywiście to prawda. Kiedyś byłem w interesach w Europie, a dokładnie w Hiszpanii i w Niemczech. To nie to samo co tutaj.
- Gdybym mogła zostałabym tu tak długo, ile chciałaby Soledad...
- Czyli ile ? - przypuszczałem, że odpowie do końca życia.
- Do końca życia - odparła i zaśmiała się miło.
- Czemu nie zostaniesz ? - zapytałem całkiem poważnie, co zauważyła Carlota i sama spoważniała.
- Przecież jesteśmy obce. Nie będziemy przez całe życie siedzieć na karku państwu Rodriguez.
- Soledad ma Ivana ... Jeżeli dobrze by poszło, pobraliby się ...
- Tak to prawda. Kochają się i to chyba już całe miasto wie - odparła i po chwili dodała - A co ze mną ? Ja bez niej nie wrócę, a przecież nie będę jej przyzwoitką, kiedy ona będzie z Ivanem.
- Podobasz mi się - odpowiedziałem i byłem pewnien, że zrozumie tą iluzję. Rzeczywiście zrozumiała i zarumieniła się. Wyglądała tak słodko. Swoją dłoń położyłem na jej dłoń i głaskałem delikatnie. Ona tylko bardziej się zarumianiła.
- Szczerze mówiąc .... Ty mi też .... - odparła z niepewnością, ale szczerością.
- Miło mi to słyszeć. Pozwól, że nie będziemy tu siedzieli przez cały dzień i zabiorę Cię we wspaniałe miejsce, dobrze ?
- Bardzo chętnie.
Wstałem, zostawiając pieniądzę za rachunek i wyszliśmy. Pomogłem jej wsiąść do samochodu i sam okrążyłem auto dookoła i zasiadłem za kierownicą. Ruszyliśmy w drogę.
Zastanawiałem się nad tym jak to by było być z Carlotą. Budzić się każdego ranka u jej boku. Tulić ją na dobranoc. Jeść razem śniadania, obiady i kolacje. Wychowywać nasze wspólne dzieci. Co prawda ona nie jest jeszcze pełnoletnia, ale jakby tak poczekać jeszcze ten rok...
- Jejku jak tu pięknie ! - rzuciła zdumiona, kiedy zajechaliśmy w miejsce, które zamierzałem jej pokazać.
- Rzeczywiście. Pierwszy raz pokazała mi to miejsce moja babcia. Cóż to była za kobieta - rozmarzyłem się jednak ciągnąłem dalej - Kochałem ją bardziej niż własną matkę. Nie ma się co dziwić. Moja matka nigdy mnie nie chciała i nie kochała i przy każdej okazji to okazywała. Jak byłem mały nie raz biła, ponieważ wchodziłem do jej pokoju, w który kochała się z jednym z jej aktualnych facetów. Wchodziłem tam, bo byłem głodny, a sam niczego nie umiałem zrobić, bo byłem na to za młody... Przepraszam. Nie powinienem Cię tym obciążać - wróciłem do rzeczywistości.
Carlota spojrzała na mnie czułym i współczującym wzrokiem. Dotknęła koniuszkami palców mojego policzka i szepnęła.
- To nie jest Twoja wina. Przyznam nie chętnie takich historii słucham, bo nie mogę pojąć i zrozumieć jak własna rodzicielka może wyrządzać tyle krzywdy własnemu dziecku. Jednak jeżeli kiedykolwiek chciałbyś porozmawiać i się wygadać, jestem do dyspozycji. Nie powinno się swoich smutków i żali trzymać w sobie. To źle wpływa na naszą psychikę i samopoczucie.
Nic nie mówiąc, ująłem jej twarz w dłonie i pocałowałem. Długo nie musiałem czekać na odpowiedź, bo od razu zaczęła dawać mi pocałunki tak czułe jak ja jej. Przyciągnąłem ją do siebie. Nasze pocałunki stały się bardziej intymne i gorące. Poczułem jak po moim ciele przeszywa się dziwny, lecz miły dreszcz. Jej ręka ześlizgnęła się niżej i spoczywała na moim torsie, co jeszcze bardziej przyczyniło się do mojego ciężkiego oddechu. Od niej czułem to samo. Nierówny puls, ciężki oddech i te porządanie. Na chwilę oderwałem się od jej warg. Spojrzałem jej w oczy.
- Jeszcze chwila, a mogę przestać nad sobą panować - szepnąłem wprost w jej wargi, które musnąłem, po czym puściłem ją i usiadłem na miejscu jak na początku. Ona zrobiła to samo.
- Przepraszam - powiedziała zamieszana.
Ująłem jej dłoń i pocałowałem ją delikatnie.
- Skarbie. Nie masz za co przepraszać. To normalne uczucie wypełniające nasze ciała i umysły, które przestają działać prawidłowo, kiedy kobieta z mężczyzną zbliżają się do siebie na niebezpieczną odległość. Jeżeli chcesz możemy zacząć wracać.
- Wydaje mi się, że powinniśmy. Wpadniesz na kolację. Sądzę, że nikt z całej rodziny nie będzie miał nic przeciwko. Szczególnie dziadek - odparła, a na ostatnie zdanie zaśmialiśmy się oboje.
Zawróciłem samochód i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)