Hola a todos ! :) Rozdział jak na mój gust ciekawy, ale hm dennie napisany. Czekam na Wasze komentarze i mam nadzieję, że trochę ich będzie. To jest rozdział 12, a ja napisane mam niecałe 15 i brak mi weny. Cóż mam nadzieję, że ona się pojawi. Jak nie to wtedy będzie się martwić. Tak właściwie to nie wiem czym, bo to opowiadanie nie jest jakieś super fajne, ale Wy byście mnie zabiły, więc wolę już pisać. Miłego czytania skarby. Do następnego :)
---------------------------------------------------------------------------------------
*Perspektywa Soledad
Po obiedzie skierowałam się do pokoju, aby chwilę odpocząć. Posiedziałam kilka minut na łóżku przeglądając telefon. Odpisałam na sms'y znajomych z Polski i wyszłam z sypialni. Zeszłam na dół i wyszłam na dwór. Rozejrzałam się dookoła i skierowałam się na tyły hacjendy.
Myślałam o wszystkim co dzieje się w tym domu. Ja, Calota, Ivan, Marcos, Martin i Lola. To dopiero mieszanka wybuchowa. Ja jak natura nakazywała kłóciłam się cały czas z Marcosem. Carlota z Martinem i Lolą oraz Marcos z Ivanem. Przerastało mnie to wszystko. Nie wiedziałam chwilami co mam począć. Przebywałam tu od ponad 2 tygodni, a już stało się tak wiele. Bałam się pomyśleć, co będzie jutro. Co będzie za 2 tygodnie.
Kiedy tak szłam zamyślona, poczułam, że wpadłam na kogoś większego ode mnie. Poleciałam na ziemie. Spojrzałam w górę i zobaczyłam osobę, której nie chciałam widzieć. Marcosa. Spojrzał na mnie tym swoim zimnym wzrokiem. Zmróżył oczy i rzucił.
- Mogłabyś uważać jak chodzisz ?
Szybko podniosłam się z ziemi i spojrzałam na niego wściekła.
- Pan też mógłby uważać. Gdyby pan uważał to byśmy minęli się bez problemu - odparłam.
- Przepraszam bardzo, ale gdyby pani zainwestowała w okulary może wtedy byśmy się minęli bez przeszkód - powiedział z ironią.
- To pan jest starszy i może przyszedł czas przejść na emeryture hm ? - odpowiedziałam na jego ripostę.
- Z tego co wiem to Twój mężczyzna jest w tym samym wieku co ja. On także powinien przejść na emeryturę ? - zapytał ze sztucznym uśmiechem.
Myślałam, że nie wytrzymam. Podeszłam bliżej i wymierzałam w jego stronę, aby przyłożyć mu z liścia. On jednak był szybszy. Złapał mnie za nadgartek. Wykręcił rękę do tyłu - tym samym przybliżając się na niebezpieczną odległość. Działo się to wszystko tak szybko, że nawet nie zorientowałam się kiedy zaczął mnie całować, drugą ręką przytrzymywał moją głowę, gładząc moje włosy. Głupia ja zamiast go odepchnąć, odpowiedziałam na pieszczoty. Nasze języki splotły się i zaczeły wirować jak tancerze na parkiecie. Swoją drugą ręką gładziłam jego policzek. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Puścił moją rękę, kiedy poczuł, że przestałam z nim walczyć. Złapał mnie za biorda i przybliżył je do swoich. Poczułam wielki przeszywający mnie dreszcz. Czułam jak unoszę się nad ziemią. Nie byłam świadoma właściwie co robię. Moje serce i ciało pragnęło jego pocałunków, pieszczot, dotyku. Mój rozum nakazywał przestać jako, że jestem z Ivanem. Na nieszczęście moje serce i ciało przeważyło nad rozumem. Nagle usłyszałam kobiecy głos, który wykrzykuje moje imię. Oderwałam się od niego. Byłam cała rozpalona. On nie pozostawał mi dłużny. Spojrzałam mu w oczy. Były małe niż zazwyczaj i ciemne jak nigdy. Oddychaliśmy ciężko. On puścił mnie, a ja odsunęłam się na bezpieczną odległość. Jedyne co zdołałam powiedzieć mu to "zapomnij o tym" i uciekłam.
Kiedy wybiegłam pod dom, zobaczyłam Lolę, która chodzi dookoła i woła moje imię. Podbiegłam do niej i zapytałam nieświadoma tego jak wyglądam.
- Co się stało ?
Lola odwórciła się i spojrzała na mnie z nieukrywanym zdziwieniem.
- Co Tobie się stało ?
- Jak to ? - udawałam, że nie wiem o co chodzi.
- Wyglądasz jakbyś ... Nawet nie mogę Twojego wyglądu porównać z niczym. Spuchnięte usta, włosy w nieładzie, ciężki oddech, zamglone oczy. Soledad ! Wyglądasz jakbyś była ... jakbyś była z mężczyzną !
Powiedziała co wiedziała. Co ja miałam jej teraz powiedzieć ? Ivana nie ma, bo jest u siebie w hacjendzie. Zaśmiałam się ironicznie i odparłam.
- Niee no coś Ty. Ivan jest u siebie. Byłam w stajni i przewróciłam się. A co do ust. W pokoju wypróbowałam nową szminke i nie spodobała mi się i ztarłam ją dłonią. Tyle - i uśmiechnęłam się najbardziej szczerze jak mogłam.
Po jej wyrazie twarzy, ucieszyłam się, bo zauważyła, że ona uwierzyła w to.
- Aaa - i zaśmiała się niesztucznie - Przepraszam. Moja wyobraźnia i moje skojarzenia czasami nie są odpowiednie.
- Nie przejmuj się. A szukałaś mnie ? Co się stało ? - zapytałam wymijająco.
- Właśnie ! Chodzi o to, że potrzebuje Twojej pomocy ... - zaczęła niepewnie, a ja jedynie dałam jej znak, aby kontynuowała - Tak więc chodzi o to, że chciałabym, abyś poszła ze mną do mojego pokoju i pomogła wybrać sukienkę na fiestę u Dominguezów - i uśmiechnęła sie niepewna czy powinna to mówić.
- Nie ma problemu - i uśmiechnęłam się miło, co odwzajemniła.
- Na prawdę ?! - ucieszyła się.
- No tak, a czemu miałabym się nie zgodzić? To nic takiego.
- Cieszę się - i przytuliła mnie mocno.
- Miło mi.
Byłam zadowolona, że tak nie wielka rzecz, którą mogę zrobić, niektórych tak cieszy.
- To może Ty doprowadź się do porządku, bo jak ktoś Cię zobaczy to nie wiem... Może mieć podobne skojarzenia co ja i sama chyba nie chcesz jakiś niedomówień - i zaśmiała się cichutko.
- Racja. Święta racja. Lecę na górę, a Ty tym czasem przygotuj kreacje. Dobrze ? - uśmiechnęłam się, a ona tylko kiwnęła głową i poleciała na górę. Ja uczyniłam to samo....
*Perspektywa Carloty
Gdy skończyłam malować paznokcie u nóg - na mój ulubiony kolor, czyli czerwony - podeszłam do okna i zobaczyłam jak pod domem, Soledad przytula się z Lolą. Od razu zdenerwowałam się, ale postanowiłam nie robić z tego wielkiej awantury. Przecież nie mam prawa wtrącać sie w to, z kim koleguje się Soledad. Była moją przyjaciółką, a właściwie siostrą. Wiedziałam doskonale, że ona mnie nigdy dla nikogo nie zostawi. Może w głębi byłam troszeczkę zazdrosna, bo to normalne, ale nie ściskało mnie z nienawiści i zazdrości. Po chwili Lola pobiegła do domu i zaraz potem za nią, Soledad. Usiadłam na łóżku i wysłałam sms'a do jednej z koleżanek, które poznałam w internecie i powiadomiłam ją o wszystkim. Poszło około 7 sms'ów - tak się rozpisałam. Czekałam około 10 minut na odpowiedź, która była niewiele krótsza od mojej wiadomości. Uśmiechnełam się do siebie, bo wiedziałam, że oprócz Soledad mam jeszcze ją. Oczywiste jest to, że nikt, nigdy nie wejdzie na miejsce Soledad i to samo było wiadome w odwrotną stronę. Kochałam ją ponad wszystko i nigdy, ale to nigdy nie jest w stanie się zmienić. Byłyśmy jak bliźniaczki. Owszem, może nie podobne, ale zawsze razem.
W końcu paznokcie mi wyschły, więc zeszłam na dół i spotkałam panią Lucię. Zaproponowała mi herbatę i ciasto, na co przystałam. Gdy woda na herbatę zagotowała się, skierowałyśmy się do salonu i zaczęłyśmy rozmawiać na wszystkie tematy ....
omg gorące sceny haha, dobrze że ta idiotka nie skapnęła się że Soledad kłamie :P naiwna puta, huehue. mam nadzieję że wena Cię najdzie... :>
OdpowiedzUsuńCiekawe... ciekawe... Znów pomiędzy Marcosem, a Soledad się działo. Czekam na kolejny rozdział. I życzę dużo weny, choć jak czytam twoje opowiadanie to coś nie zauważam, żeby ci jej brakowało, bo rozdziały są bardzo ciekawe
OdpowiedzUsuńPojawiła się szóstka na http://niczego-nie-zaluje.blogspot.com/ :) Zapraszam!
OdpowiedzUsuń