niedziela, 24 czerwca 2012

"- Cii ... Nie mów nic ... "


Hola ! :) Hiszpania wygrała 2:0 z Francją, co bardzo mi się podobało :)) Dużo wspominali i pokazywali mojego męża A.A. <3 Anglia z Włochami zremisowała. No dobrze ja tu gadu gadu, a rozdział sam się nie przeczyta i reszta rozdziałów sama się nie napisze ;p Czytajcie, komentujecie :) PS. Przepraszam, że taki krótki, ale przynajmniej akcja jest :) Hasta Luego <3
-----------------------------------------------------------------------
*Perspektywa Marcosa

Kiedy wróciliśmy było już po pierwszej w nocy i wszyscy spali. Tak więc pożegnałem się z bratem i poszedłem do swojej sypialni. Położyłem się i rozmyślałem nad tym co wydarzyło się w barze ..
Zaczeło się od wypicia kilku kieliszków czystej, po których poszedłem na parkiet i zobaczyłem ją ... Dziewczyna przypominająca Soledad. W świetle barowych reflektorów wyglądała jak ona. Podszedłem do niej, złapałem ją w pasie, przyciągnąłem do siebie. Na co ona zawiesiła swoje ręce na mojej szyi, po czym szybowaliśmy po parkiecie. Gdy zespół zagrał wolnego, pocałowałem ją. Sam nie wiem czemu. Wydawało mi się, że to Soledad. Że to z nią tańczę. Że to z nią się całuję. Ona na nasze nieszczęście zaczęła odwzajemniać te pocałunki. Tak więc ja szepnąłem jej do ucha, abyśmy poszli do toalety. I tak jak powiedziałem, tak zrobiliśmy. Wepchnęła mnie do kabiny. Zdjęła ze mnie bluzkę, a ja z niej sukienkę. I nagle ... wyszeptałem imię, które nigdy nie powinno mi przejść przez gardło, a tym bardziej w takiej sytuacji - Soledad. Kiedy ona to usłyszała, odepchnęła mnie od siebie, przyłożyła liścia w policzek, zabrała sukienkę i wyszła z kabiny. A ja zostałem tam sam. Po dłużej chwili wyszedłem, zabrałem brata i wróciliśmy do domu. I tak oto teraz jestem w swojej sypialni.
Po tych rozmyśleniach, postanowiłem nie przejmować się tą dziewczyną. Właściwie to i jedną i drugą. Tym bardziej, że ta druga jest szczęśliwa z moim przyjacielem... Kurcze ! Bolało mnie to, ale co ja mogłem zrobić. Ona czuła do mnie nienawiść i wcale jej się nie dziwię. Teraz jednak jest za późno to raz, a dwa - nie będę teraz nagle milutki i kochany dla niej, bo wszyscy by się zorientowali, że coś knuję. Ta dziewczyna, zraniła moją męską dumę. A to mężczyzne zawsze boli. Tak też zdecydowałem, iż dam spokój temu wszystkiemu. Jednak łatwiej powiedzieć, a trudniej zrobić ....

*Perspektywa Martina

Sobota. Dzisiaj miała przyjechać Dolores, a jutro miało być przyjęcie u Lopezów - Dominguezów. Jednak z powodów zdrowotnych pani Dominguez, przełożyli przyjęcie na następną niedzielę. Miałem wielki mętlik w głowie Po tym co się stało dwa dni temu, Carlota w ogóle nie odchodziła od moich myśli. Nie wiedziałem co mam robić. Wariowałem na jej punkcie. A dzisiaj ... A dzisiaj miał dojść kolejny problem - kolejna kobieta. Moje rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi mojego pokoju. Była to Lola.
- Cześć słońce - rzuciła i podeszła do mnie, czule całując mnie w oba policzki .
- Witaj Lola.
- Co Ty taki nie swój ?
Zapytała, siadając bardzo blisko mnie na łóżku.
- Ja ? Taki sam jak zawsze ... - odparłem zamieszany.
Ona jedynie jedną dłonią głaskała mnie po karku, a drugą włożyła pod moją koszulę i prowadziła nią po mojej całej klatce piersiowej.
- Lola ...
Chciałem wybronić się z tej sytuacji, ale nie dała mi dokończyć. Nim się obejżałem siedziała już okrakiem na mnie.
- Cii ... Nie mów nic ... - szepnęła i pocałowała mnie.
Całowała namiętnie, a ja zamiast ją odepchnąć, odpowiedziałem na jej pieszczoty. Jednak niedługo żałowałem swej decyzji. Do pokoju, którego drzwi były uchylone, zajrzała Carlota.
- Oj! Przepraszam ...
Po usłyszeniu jej głosu, zrzuciłem Lolę obok na łóżko i zamieszany nie odzywałem się. Natomiast Lola zapytała z wściekłością w głowie.
- Co się stało ?
- Pani Lucia woła wszystkich do salony, aby napić się herbaty i zasmakować ciasta, upiecznego właśnie przez nią.
Dobrze. Zaraz zejdziemy - odparła Lola po czym poprosiła, aby Carlota zamknęła drzwi.
Chwilę później wszyscy siedzieliśmy w salonie. Łącznie z Lolą i Ivanem

sobota, 23 czerwca 2012

"To co ... To co się teraz wydarzyło ... "


Hola ! Dzisiaj gra Hiszpania ! W tym mój mąż Alvaro Arbeloa <3 Wiem, że czekacie na nexta, a że dzisiaj miałam taką wenę, że napisałam 2 rozdziały to daję Wam dzisiaj :) W poniedziałek także dam :) Oczywiście jest to jednorazowe, ze względu na to, że 1. Hiszpania gra 2. Napisałam dzisiaj 2 rozdziały, co się rzadko zdarza. A więc zapraszam do czytania :) ¡Viva España! Vamos ! Pokażmy Francji co znaczy FOOTBALL !

*Perspektywa Martina

Po obiedzie zrobiłem się dość senny, więc poszedłem do pokoju, przespać się trochę. Jednak kiedy położyłem się, nie mogłem zasnąć. Dzisiaj dowiedziałem się od mojego ojca, że w piątek, czyli za dwa dni, przyjeżdża do nas Dolores.
Dolores to córka ojca z pierwszego związku. Miała 28 lat. Tak. Miała roczek kiedy to Marcos pojawił się na świecie. Jej matka, senora Victoria, umarła kiedy ona miała zaledwie 8 miesięcy. Nasze matki chodziły razem do szkoły, nie były zaprzyjaźnione, ale nie były do siebie także wrogo nastawione. Jednak zanim matka Dolores umarła, na łożu śmierci poprosiła moją matkę, aby zaopiekowała się naszym ojcem jak i Dolores.
Teraz Dolores jest dorosłą i niestety piękną, pracującą kobietą. Z tego co dobrze mi wiadomo pracuje jako księgowa u swych krewnych, od strony pani Victorii, w Kolumbii. Nie wiem dokładnie gdzie, ale w jakimś mieście położonym niedaleko granicy Meksyku i Kolumbii. Tak jak mówił mi niedawno ojciec, wzięła sobie urlop i ma do nas zagościć. Nie była dla mnie to boska wiadomość, ponieważ Dolores zawsze zalecała się do mnie, a ja nie umiałem jej odepchnąć i zawsze wszyscy myśleli, że czujemy do siebie nawzajem sympatię. Nie mam pojęcia czy nie umiałem czy też nie chciałem. Jednak teraz nie bardzo tego chciałem, ponieważ w naszym domu również mieszka ... Carlota. Eh... Miałem sobie ją odpuścić, lecz nie umiem. Próbowałem, ale to silniejsze ode mnie. Nie wiedziałem co ta dziewczyna ze mną zrobiła. Nie wiedziałem jaki czar rzuciła. Jednak byłem świadomy tego, iż on zadziałał.
Myślałem jeszcze chwilę, a potem zanurzyłem się pod koc, leżący u skraju łóżka i odpłynąłem do krainy snów....
Poczułem jak ktoś smyra mnie po włosach. Kiedy otworzyłem oczy, nie wiedziałem czy śnię czy nie. Na skraju mojego łóżka siedziała piękna i młoda dziewczyna. Była to Carlota, która patrzyła się na mnie tymi zielonymi oczami, które hipnotyzowały od razu, kiedy w nie spojrzałeś.
Kiedy dotarło do mnie, że ona na prawdę tu jest, w ciągu sekundy podskoczyłem i usiadłem na łóżku. Po chwili rzuciłem.
- Co Ty tu robisz ?
- Budzę Cię, bo za 10 minut jest kolacja - odparła zmieszana.
Otarłem oczy i zobaczyłem dopiero teraz jej śliczną urodę. Te kręcone, w odcieniu ciemnego-blodu, włosy. Zielone, wypełnione wielką miłością oczy oraz piękne i namiętne usta. Niczego bardziej nie pragnąłem w tym momencie, jak tulić ją do siebie i całować po całym ciele, odkrywając różne zakamarki jej ciała. Z krainy marzeń wyrwał mnie jej leciutki głos.
- Czemu tak mi się przyglądasz ?
- Przepraszam. Zamyśliłem się - odparłem z trudem.
- Rozumiem - uśmiechnęła się niepewnie, co odwzajemniłem - To ja już zejdę na dół i Ty też zaraz schodź, bo Twój tata po Ciebie przyjdzie.
Kiedy wstawała, pomyślałem "teraz albo nigdy". Złapałem ją, przyciągnąłem do siebie i zacząłem całować. Całowałem ją zachłannie i nachalnie. Nie mogłem się opanować tak jak też nie chciałem. Nie czekałem długo na odpowiedź. Carlota zaczęła oddawać mi pocałunki. Całowała namiętnie jak też zachłannie. Zaciągnąłem ją na łóżko i tak znalazła się na mnie. Głaskałem jej plecy, pośladki. Gładziłem włosy. Czułem się jak w raju. Mógłbym spędzić z nią tak całe życie ... Dobry Boże ! Jakie całe życie ?!
Nagle poczułem jej usta na swojej szyi, podbródku, policzkach. Od razu przeszedł mnie dreszcz po całym ciele. Moje ręce powędrowały pod jej bluzkę, na co ona oderwała się ode mnie i wyszeptała, ledwie łapiąc puls.
- Musimy iść ...
Zeszła ze mnie po czym poprawiła sobie ubranie i fryzurę i dodała.
- Nie chciałbyś, tak samo jak i ja, aby znów ktoś nas przyłapał, prawda ?
Nie mogłem przez chwilę złapać oddechu. Jednak po chwili odparłem, łapiąć powietrza do płuc.
- Prawda ...
Carlota odwróciła się bez słowa i skierowała się do drzwi, kiedy złapałem ją lekko za rękę, w celu zatrzymania jej. Odwróciła się lekko, trzymając się na bezpieczną odległość.
- Posłuchaj ... To co ... To co się teraz wydarzyło ... Nie chciałbym, aby ktoś się o tym dowiedział, tak jak i Ty zapewne... - rzuciłem.
- Spokojnie. Nikt oprócz nas nie wiem o ogrodzie, no z wyjątkiem dziadka, a o tym, tym bardziej nikt się nie dowie ... Możesz być spokojny. Nie będę biegała o czwartej rano w piżamie po hacjędzie i krzyczała "Prawie się przespałam z Martinem ! Ludzie ! Słuchajcie ! Leżałam na Martinie i prawie doszło do czegoś!". Nie jestem z takich ... - odwróciła się i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Nie miałem innego wyboru jak pozbierać się i dołączyć do stołu przy kolacji. I tak jak postanowiłem, tak też zrobiłem. Kiedy pojawiłem się w jadalni, byli już tam wszyscy. Nawet ... Ivan ... Był uśmiechnięty od ucha do ucha. Tak samo jak Soledad oraz moi rodzice. Marcos nie był w humorze. Widac było, że ma kaca, a na dodatek można było wyczytać z wyrazu jego twarzy, że nie jest zachwycony obecnością Ivana w naszym domu, obok Soledad. Siedział też dziadek i .. Carlota. Siedziała w milczeniu. Można było zauważyć, iż myślami na pewno nie jest w jadalni. Ciekawe o czym tak myślała .... Może o tym co stało się jeszcze tak niedawno w mojej sypialni ....
Przestałem rozmyślać i uśmiadłem do stołu. Ojciec zmówił modlitwę, po czym zaczęliśmy jeść w ciszy, którą za chwilę przerwała mama, zwracając się do Soledad i Ivana.
- Dobrze się bawiliście ?
- Tak. Bardzo dobrze - odparł Ivan i uśmiechnął się do Soledad, co ona odwzajemniła.
- To się cieszę.
- A ja nie - wtrącił się Marcos i zaśmiał się ironicznie.
- Synu, nie zaczynaj - ostrzegł go nasz ojciec.
- A ja nic nie zaczynam. Tylko mówię, że ja się nie cieszę i tyle - dokończył jedzenie i dodał - Ja dziękuję. Jadę do Alaski. Dobranoc wszystkim.
- Synku, zostań w domu - prosiła mama.
- Po co ? Żeby patrzeć jak oni się do siebie łaszą ? - zaśmiał się ironicznie - Nie dziękuję.
- Ja pojadę z nim - wtrąciłem się - Postaramy się nie wrócić za późno, ale jak coś to mam klucze - dodałem i wstałem od stołu, po czym wyszliśmy.
Wyszliśmy przed hacjendę i kierowaliśmy się w stronę samochodu.
- No i po co ze mną jedziesz ?
- Bo też chcę się napić - odparłem.
- Coś się stało ? - zapytał niewzruszony.
- Niee
- No przecież widzę - upierał się.
- Opowiem Ci w klubie - odparłem.
- Ok.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

- Przykro mi jednak ja na prawdę nie umiem.


*Perspektywa Soledad

Byłam padnięta. Wróciłyśmy po godzinie piątej. Obiad nas ominął w domu, ale nie na rynku. Tam zjadłyśmy sobie obiad po zakupach i wróciłyśmy. Kupiłyśmy po dwie eleganckie sukienki, które na nas wyglądały tak:





Kiedy dyliżans podjechał pod hacjendę, przywitał nas pan Guillermo.
- Witam moje księżniczki.
- Witamy - przywitałyśmy go równocześnie z Carlotą.
- Jak zakupy ? Udane ?
- Sądzę, że tak, ale zdanie to do dziewczynek należy - i oboje spojrzeli się na nas.
- Oczywiście, że tak ! - krzyknęła Carlota, wychodząc z dyliżansu.
- To się cieszę. Jadłyście coś ? - uśmiechnął się, pytając.
- Tak, tak - odparłam i odwzajemniłam uśmiech.
- No dobrze to chodźcie do domu.
Poszedł pierwszy razem ze swą małżonką pod rękę, a my za nimi. Szeptałyśmy sobie jaką to mamy ochotę widzieć Marcosa i Martina. O dziwo, kiedy weszłyśmy był Martin, ale nie z Marcosem, a z Ivanem. Wstał, przywitał panią domu. Podszedł do Carloty, przedstawił się i podszedł do mnie. Spojrzał mi w oczy i delikatnie pocałował mnie w policzek.
- Cześć ślicznotko. Miło Cię widzieć.
- Witaj. Ciebie również miło widzieć - uśmiechnęłam się co odwzajemnił.
- Przejdziemy się ? - zaproponował nagle.
- Chętnie, jeżeli ...
- Nie, nie będziemy mieć maleńka nic przeciwko - odparła pani domu.
- A więc ? - spojrzał się na mnie i podał mi ramię abym mogła się oprzeć - Idziemy ?
Ja złapałam go pod ramię i odparłam.
- Idziemy - i uśmiechnęłam się.
Z tyłu usłyszeliśmy tylko krzyk pani Rodriguez.
- Miłego popołudnia !
Właśnie wsiadaliśmy na konia, kiedy do hacjendy przygalopował na koniu, Marcos.
- No jeszcze tego tu brakuje.
Myślałam, że powiedziałam to dość cicho. Jednak Ivan to usłyszał i odparł.
- Nie lubisz go, prawda ?
- Tak, od początku. Kiedy go tylko zobaczyłam, wiedziałam, że nie będziemy za soba przepadać.
- No rozumiem - i uśmiechnął się po czym złapał za rękę i dodał - Trzymaj się.
I ruszyliśmy nie zważąjąc na to, że Marcos podchodził w naszą stronę. Byłam wdzięczna Ivanowi, że zrobił tak, a nie szukał zaczepki u tamtego wariata.
Właściwie to nigdy, nic nie miałam do Ivana. Odkąd go poznałam, wydawał mi się miły, symatyczny, uroczy, kochany, opiekuńczy. Przy nim czułam się kobietą, a nie jakąś smarkulą jak przy Marcosie. Uwielbiałam go.
Nagle z rozmyśleń wyrwał mnie Jego głos.
- O czym tak rozmyślasz ?
- O kim nie o czym - i zaśmiałam się cicho.
- A o kim ? Jeżeli oczywiście można wiedzieć - uśmiechnął się cwaniacko.
- A no nie wiem czy można - i ponownie się zaśmiałam, a on ze mną.
- Ooo. Tu schodzimy.
Przerwał na chwilę, aby zatrzymać konia, zejść z konia i mnie samą zdjąć.
Kiedy jego dłonie zatrzymały się na moich biordrach, poczułam dreszcz. Nie wiem czemu, ale poczułam się conajmniej dziwnie. Tak jak nigdy dotąd...
Postawił mnie na ziemi i spojrzał mi w oczy. Jednak nie trwało to długo. Po chwili odwrócił się ode mnie i powiedział.
- Pięknie tu.
- O tak. Przepięknie tutaj jest - odparłam.
Nie wiedziałam czemu, ale miałam wrażenie jakby Ivan bał się do mnie zbliżyć. Nie miałam pojęcia dlaczego. Nic takiego przecież nie zrobiłam, co mogło mnie odsunąć od niego. Chyba że ... Nie to nie możliwe ... A może ... A może uwierzył w to, co powiedział wczoraj Marcos. Że niby chce mu wskoczyć do łóżka i takie tam. Boże ! Jeżeli on w to uwierzył ? Dobry Boże ! Co ja mam zrobić ?! Nie powiem mu przecież, że to nie prawda, bo i tak by w to nie uwierzył !
Dłużej nie mogłam o tym myśleć, ponieważ Jego głos przerwał mi tę czynność.
- O czym znów tak rozmyślasz ? - i zrobił podejrzliwą minę.
Spojrzałam na niego z lekkim lękiem na duszy, ponieważ domyślałam się, co on ma na myśli. Z jednej strony nie dziwię mu się, bo mnie jeszcze nie zna, a Marcos jest jego przyjacielem i ma obowiązek wręcz wierzyć mu. Lecz z drugiej strony bolało mnie to, że Ivan może w to wierzyć. Było mi przykro. Postanowiłam jednak nie poddawać się.
- O przyjęciu, który odbędzie się w weekend i z niewiadomych przyczyn ja i Carlota zostałyśmy zaproszone.
- No dobra, już dobra. Poddaję się - podniósł ręce w geście poddania się - Chciałem, abyś była obecna na tym przyjęciu i mam wielką nadzieję, że będziesz.
- Tak będę i nawet mam już sukienkę - odparłam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Miło mi będzie, jeżeli dasz się porwać chociaż raz do tańca - odwzajemnił uśmiech.
- Ale ja nie umiem ....
- Uwiesz, że umiesz - przerwał mi w połowie zdania - Poza tym każdy umie. Trochę lepiej, trochę gorzej, ale każdy umie - zaśmiał się.
- Przykro mi jednak ja na prawdę nie umiem.
Odpowiedziałam, a on w ułamku sekundy znalazł się u mego boku. Ułożył ręce do tańca. Jedna powędrowała na moje biodro. Druga zaś wyciągnięta, czekała na moją dłoń. Tak więc podałam mu jedną rękę. A drugą powędrowałam na jego ramię.
- No to zaczynamy - i ruszyliśmy w wir tańca.
Ja, osobiście, cały czas się śmiałam. On udawał, że zachowuje powagę, lecz mu to nie wychodziło najlepiej. Tańczyliśmy i tańczyliśmy. Czułam się jakbym unosiła się nad ziemią. Było mi przy nim tak dobrze.
Nagle Ivan zatrzymał się. Złapał mnie mocniej wpasie, tym samym bardziej przyciągając mnie do siebie. Ręką, która trzymała moją dłoń, ujął mój policzek i delikatnie musnął moje wargi. Póżniej spojrzał mi w oczy i powiedział.
- Mam nadzieję, że nie jesteś taka jak mówił Marcos - i ponownie musnął moje usta.
Odsunęłam się od niego i zapytałam.
- A czy ja mogę mieć nadzieję, że mu nie wierzysz ?
- Możesz. Pragnę tylko nie zawieść się tą nadzieją.
Odpowiedział i musnął ponownie moje wargi, na co ja pocałowałam go. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Nasze języki rozpoczęły wirujący taniec uczuć. Czułam się jakby świat zniknął. Jakby nie było problemów, innych ludzi i całego świata. To właśnie on dawał mi uczucie, którego jeszcze nigdy nie doznałam u żadnego mężczyzny. Przy nim zapomniałam o wszystkim i wszystkich. Nawet o Marcosie ....
Całowaliśmy się tak dłuższą chwile. Nasze ciała rozpalały się, a nasze dusze płoneły.
Nagle Ivan oderwał się ode mnie, ujął moją twarz w dłonie i wyszeptał.
- Jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego przy żadnej kobiecie.
- A ja jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze przy żadnym mężczyźnie jak przy Tobie.
- Naprawdę ? - uśmiechnął się tak, jakby cała masa szczęścia spadła mu z nieba.
- Tak, naprawdę.
Odpowiedziałam i cmoknęłam jego dłoń, która dotykała mojego policzka. Znów mnie pocałował. Tym razem to ja odpowiedziałam na jego pocałunki. Znów nasze języki zaczeły ten cudowny taniec...

poniedziałek, 11 czerwca 2012

[...] Skoro mnie nie zdobyła to weźmie się za Ciebie ... [...]


*Perspektywa Marcosa

Kiedy moja mama wraz z naszymi gośćmi pojechały na zakupy, ja postanowiiłem złożyć wizytę Ivanowi. Chciałem wyjaśnić z nim pare spraw dotyczących min. Soledad. A właściwie tylko Soledad. Wiem, że to nie mądre, ale moje emocje były silniejsze od rozumu. Po za tym chciałem dać nauczkę tej małej gówniarze, za to jak mnie traktowała. Wsiadłem na konia i pogalopowałem na posiadłość Lopezów. Kiedy tam wjechałem, zauważyłem jak Ivan rozmawia z jednym ze swoich pracowników.
- Ooo witaj drogi bracie. ! - uśmiechnął się czego ja nie odwzajemniłem.
- Witaj
- Co Cię do mnie sprowadza ? - zapytał kiedy schodziłem z konia - Interesy ?
- Nie ..
- Soledad ?
- Tak. Cóż chciałbym Ci tylko powiedzieć, żebyś nie angażował się za bardzo, ponieważ ona ma chłopaka w Polsce,z którym jest już hmm 3 lata z tego co dobrze się orientuję - zmyślałem jak popadnie - To jest dość poważny związek także wiesz - i uśmiechnąłem się do niego. Jemu jednak nie było do śmiechu - Ona Ci tego nie powiedziała, ponieważ .... - zawachałem się na chwilę, aby wyglądało to bardzo realistycznie.
- Ponieważ ? - zapytał zniecierpliwiony
- Słyszałem jak rozmawiała z Carlotą, tą swoją przyjaciółką i mówiła, że skoro mnie nie zdobyła to weźmie się za Ciebie ... Z tego co się orientuję to chodzi o jakiś zakład....
- Kłamstwo !!! Soledad ?!!! Proszę Cię ! To nie ten typ dziewczyny....
- Tak sądzisz ? A ile ją znasz ? Na pewno nie dłużej niż ja - postanowiłem nie odpuszczać, choć doskonale wiedziałem, że to co powiedział jest prawdą.
- Nie znam jej dłużej niż Ty, ale Ty też nie znasz jej zbyt długo. A napewno nie na tyle żeby wyrobić sobie podobną opinię do tej jaką wyrobiłeś, braciszku.
- Może i to głupie, ale zdąrzyłem. Po za tym nawet jak się do niej zbliżyłem, nie protestowała... - to akurat była prawda.
- Nie wiem. Nie wnikam w to czy ona coś do Ciebie czuje czy nie, ale wiem, że nie masz prawa o niej tak mówić !
- Bo co ?
- Bo ona na to nie zasługuje !
- Właśnie zasługuję na jeszcze większe pogardy !
Nagle poczułem ból i upadłem na ziemię. Dopiero potem dotarło do mnie, że Ivan, mój najlepszy przyjaciel, uderzył mnie. Pierwszy raz w życiu mnie uderzył.
- Chłopie uspokój się ! - krzyknąłem po czym podniosłem się z ziemi.
- Nie masz prawa tak o niej mówić !
Miał taki ton i taki wyraz twarzy, że myślałem, iż mnie zabije.
- Ivan, hamuj się ! Ja Ci tylko mówię prawde ....
Znów chciał mnie uderzyć, ale byłem szybszy. Złapałem go za nadgarstek, wykręciłem mu rękę i trzymałem dopóki się nie uspokoił. Kiedy nastała ta chwila puściłem go i wsiadłem na konia.
- Facet, ja wiem, że Cię to może boleć, lecz cóż ja Ci poradzę, że ona taka jest ? - rzuciłem i odjechałem.
Nie mogłem uwierzyć w to jak się zachował Ivan, mój przyjaciel, którego poznałem, kiedy bawiłem się w piaskownicy i uczyłem jeździć na kucykach. Ta dziewczyna zawróciła mu ostro w głowie, ale nie tylko jemu ....

*Perspektywa Ivana

Kiedy Marcos odjechał, ja stałem jak wmurowany na środku posiadłości mojego rodu. Nie wiedziałem kompletnie co myśleć. Moje uczucia były mieszane, a głowa pękała od różnorodnych myśli.
Z jednej strony jest to niemożliwe, żeby taka niewinna i mloda dziewczyna była wredną i zimną suką. Jednak z drugiej mogła tylko taką udawać. A Marcos mógł mieć rację. W końcu nie miał podstaw, żeby mnie okłamywać.
Postanowiłem pojechać tak jak obiecałem do Soledad po obiedzie. Poszedłem więc do domu, aby napić się whisy. Potem pojechałem do rodziny sąsiadującej, do rodziny Sanchezów.
Od dziesięciu lat to ja zajmuję się księgowością oraz sprzedarzą i kupnem bydła w naszej rodzinie. Byłem z tego dumny i zadowolone, że ojciec powierzył mi cały majątek mnie.
Kiedy wjechałem na ich posiadłość, niska w średnim wieku kobieta powitała mnie czułym uśmiechem.
- Hola Ivan. Como estas?
- Hola senora Sanchez. Gracias, muy bien y usted ?
- Tambien, gracias. Mój mąż siedzi w swoim gabinecie. Wejdź - uśmiechnęła się i wskazała rękę na duży dom w stylu prawdziwego dzikiego zachodu.
- Panie przodem.
- Dziękuję - i ruszyła ku domu, a ja za nią.
Minęła dobra godzina zanim wyszedłem z domu Sanchezów.
Pożegnałem wszystkich i udałem się do swojej hacjendy, aby wziąć szybki prysznic i odwiedzić Soledad.
Na samą myśl o spotkaniu z nią, miałem dziwne uczucia. Serce mówiło mi to nie dziewczyna z zimną krwią. Rozum mówił Ivan nigdy by Cię nie okłamał. Nie wiedziałem co o tym myśleć. Postanowiłem więc jechać tam z podejściem "sea lo que sea"....

czwartek, 7 czerwca 2012

- To może niech ją poprosi o rękę...

Hola a todos :) Hmm dzisiaj zaczyna się Euro. Wczoraj byłam na strefie kibica :D W sumie fajnie było :) Z tatą przeżywaliśmy tylko ile to kasy musiało na to iść hehe :D Tyle pieniędzy to co najwyżej jakiś polityk rocznie zarabia ;p Skoro po drodze minęłam ok. 50 toi toiów,a to też kosztuje <lol2> Dobra skończę te moje cudowne wyznania. AAAA ZAPOMNIAŁAM POWIEDZIEĆ, ŻE TERAZ ROZDZIAŁY BĘDĄ TYLKO W PONIEDZIAŁKI. Wybaczcie mi, ale nie mam innego wyjścia. Zostały mi tylko 2 rozdziały do przodu i muszę nadgonić hehe :) Potem jak będę miała ich więcej to będę znów dawała w poniedziałki i w piątki :) Dobra koniec. Czytajcie i komentujcie. Los a raczej Las amo <3 hihi 
Ps. Za wszelkie błędy przepraszam 
-----------------------------------------------------------------------------
*Narrator
Przez to całe zamieszanie z Marcosem i Soledad, kolacja została przełożona na godzinę dwudziestą. Soledad z Carlotą własnie wyszły z pokoju i kierowały się po schodach w stronę jadalni, gdzie czekali na nie już dziadek i państwo Rodriguez. W tym samym czasie co dziewczyny pojawił się także Martin. Natomiast Marcos po zimnym prysznicu zapadł w głęboki sen. Sen dobrze mu zrobie - tak jak to stwierdziła Carlota. Kiedy wszyscy, prócz Marcosa, byli już obceni na kolacji, odmówili modlitwę i w ciszy zaczęli jeść. Żadne z całej szóstki nie wiedziało, co powiedzieć. Jak zacząć rozmowę, aby nie zgorszyć atmosfery, panującej w tym domu. W końcu pan Rodriguez odważył się zabrać głos.
- Lucio, będę potrzebował jutro Twojej i dziewczynek pomocy - uśmiechnął się do obu nastolatek po czym kontynuował - Chciałbym, abyś pojechała z dziewczynkami do centrum handlowego i pokupowała sobie i naszym księżniczkom jakieś ubrania.
Dziewczyny spojrzały się na siebie i natychmiast, jedna przez drugą, zaczęły prostestować. 
- Nie ! - krzyknęła Soledad
- Nie, nie i nie ! Nie zgadzamy się !
- Dokładnie ! Nie potrzebujemy ubrań. Mamy ich w nadmiar. Poza tym nie jesteśmy materialistkami i jesteśmy w tym wieku, że same sobie możemy fundować ubrania - rozwinęła Soledad.
- Soledad ma rację. Nigdy nie byłyśmy i nie będziemy materialistkami, które bez żadnej pracy dostają prezenty, ubrania czy cokolwiek innego. Co jest kosztowne - poparła ją Carlota.
Kiedy już dziewczyny ucichły, Guillermo zabrał głos.
- Mogę ? - dziewczyny tylko pokiwały głowami twierdząco - Dziękuję. Wiem, że dla Was może być to trudne do przełknięcia, ale tak będzie. Po za tym w przyszłym tygodniu jest fiesta u Lópezów. Chciałbym, abyście również były tam obecne. Nie tylko dlatego, że ja chcę Was tam zabrać, to również zostałyście zaproszone przez gospodarza tamtej hacjendy.
- Skąd ta rodzina wie, że my jesteśmy u państwa ? - zapytała zaciekawiona Carlota.
Lucia i Guillermo spojrzeli miłym spojrzeniem na Soledad, na co ona zaczerwieniła się i schowała buzię w dłoniach. Carlota tylko zerknęła na nią ze zdziwieniem.
- No co ? - zapytała śmiejąc się nerwowo, cała zaczerwieniona.
- Dlaczego państwo tak na nią patrzą ? - Carlota skierowała wzrok ku małżeństwu.
- Wydaje mi się, że to ze względu na naszą księżniczkę jesteście zaproszone i to jest na pewno zasługą Ivana - odparła cwaniacko pani domu.
Dziewczyna jeszcze bardziej zaczerwieniła się i spojrzała zawstydzonym wzrokiem na Lucię.
- Tak. Z tego co słyszałem od starego Lópeza to wpadłaś Ivanowi w oko. I to tak solidnie - dodał Guillermo .
- To może niech ją poprosi o rękę - odezwał się z tyłu męski, irytujący, zachrypnięty głos.
Wszyscy jak na wznak, oprócz Soledad, odwrócili się. Ona nie musiała. Poznała ten głos od razu. Był to Marcos. Postanowiła jednak się nie odzywać w obecności tego człowieka, a tym bardziej do niego.
- No co skarbie, nic nie powiesz ? - zapytał - Widziałem jak na siebie patrzycie.
- Chłopie daj spokój - odezwał się w końcu Martin.
- Nie wtrącaj się. Nie z Tobą rozmawiam. A więc odezwiesz się czy nie ? - ponowił pytanie.
Dziewczyna nie dawała za wygraną i nawet się nie poruszyła. Reszta na razie postanowiła się nie odzywać.
- Rozumiem. Boli Cię, że to co powiedziałem przy Ivanie to była po prostu najszczersza prawda.
- Dosyć tego ! - uniósł się w końcu Guillermo - Nie będziesz obrażał naszych gości. Czy Ci się one podobają czy nie, nie masz prawa ich nękać.
- Jadę do baru - odparł niewzruszony
- Nigdzie nie jedziesz ! - oburzyła się matka.
- Bo co ?
- Bo jakby pan nie wiedział, pańska rodzina troszczy i martwi się o pana. Nie ma pan prawa także odzywać się w taki sposób do swojej rodzicielki. To, że mnie poniża pan przy wszystkich to jest akurat nie ważne, ale nie ma pan prawa podnosić głosu, ani nawet odpowiadać jej w taki sposób, w jaki to pan zrobił przed chwilą - odparła, ku zaskoczeniu wszystkich, spokojnym głosem Soledad.
Nie zważając na to, że Soledad się do niego odezwała, czego pragnął od początku, kiedy tu zszed, odparł na wychodnym.
- Idę się wykąpać - i poszedł.
Po wyjściu Marcosa kolacja przeminęła już bez żadnych problemów. Po kolacji wszyscy udali się na spoczynek do swoich pokoi.

*Perspektywa Lucii

Siedziałam w jadalni, sama, dopijając wieczorną herbatę. Zastanawiałam się nad tym wszystkim, co dzieje się w tym domu. To był pierwszy dzień, a już tyle się stąło. Marcos, który zachowywał się jakoś dziwnie. Właściwie to nigdy się tak nie zachowywał. Wydaje mi się, że ta jego "zmiana" ma związek z Soledad. No właśnie. A co z małą ? Widać, że Marcos nie jest jej obojętny. Natomiast z drugiej strony pojawił się Ivan, któremu obojętna nie jest ona. Cóż mogę mieć tylko nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. 
Nagle z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego małżonka. 
- Jeszcze siedzisz ?
- Tak... Rozmyślam i dopijam kawę - uśmiechnęłam się i wskazałam na kubek z herbatą. 
Podszedł do mnie, objął mnie od tyłu i zapytał.
- Rozmyślasz nad tym co się tu dzieje, tak ?
- Tak ...
- Ja też ... - przyznał się co mnie trochę zdziwiło.
- No co? Też to zauważyłem. Z resztą, trudno nie zauważyć. Wybryki Marcosa, Soledad siedząca całymi popołudniami w pokoju, rozmowa z Lópezem. Na dodatek Carlota i Martin.
- Rzeczywiście z nimi też jest coś nie tak, a raczej jest coś pomiędzy nimi. 
- Chemia ? 
- Możliwe. Nawet bardzo. A Ty jak uważasz? - zapytałam i spojrzałam na niego czułym wzrokiem. 
- Szczerze ? Nie dałbym sobie uciąć ręki, że nic nie ma pomiędzy nimi dwojga. 
- Trzeba by było lepiej się im przyjżeć, ponieważ oni nie robią takich scen jak tamta dwójka. Trzymają raczej wszystko w sobie.
- Tak, to prawda, ale zajmijmy się tym od jutra, a teraz do łóżeczka i spać - i pocałował mnie w czoło, potem w nosek a na końcu w usta.
- Dobrze. Chodźmy. 
Tak więc poszliśmy na górę. Guille się położył, a ja poszłam pod prysznic. Kiedy wróciłam, on leżał i przeglądał całą księgowość ostatniego tygodnia. Natomiast ja położyłam się pod kołdrę i za moment zasnęłam. 
Rano wstałam około godziny siódmej. Poszłam się wykąpać, po czym zrobiłam lekki makijaż i wyszłam na taras. Uwielbiałam patrzeć jak hacjenda pęka w szfach. Jak moi pracownicy dumnie i dokładnie wykonują swoją pracę od rana do wieczora i tak codziennie. Właśnie wtedy ta posiadłość nabierała barw, nabierała życia.
Nie zdąrzyłam się odwrócić, a tu wybiła już dziewiąta. Postanowiłam więc zejść na dół i zjeść z resztą domowników śniadanie. Martin na schodach dołączył do mnie, przywitał mnie, po czym oboje zeszliśmy na dół. Tam był już Marcos rozmawiający ze swym dziadkiem i ojcem. Siedziały już także dziewczynki, rozmawiając ze sobą szeptem. 
Śniadanie zjedliśmy spokojnie, bez żadnych konfliktów i awantur. Na co cały czas się uśmiechałam. Byłam bardzo zadowolona, że chociaż jeden posiłek można zjeść w spokoju. 
Po śniadaniu umówiłam się z dziewczynkami na jedenastą. Miałyśmy bowiem jechać do centrum handlowego i kupić piękne sukienki dla pięknych młodych dam na przyjęcie u rodziny Lopezów. Dlatego też udałam się do siebie i zaczęłam szykować się do wyjścia na rynek. 

poniedziałek, 4 czerwca 2012

- Dobry Boże ! Synu, jak Ty wyglądasz ?!


Hola a todos. Hm za dobrego humoru nie mam, bo mam problemy w przyjaźni, tak więc energią nie tryskam. Jednak rozdział dodałam, a wszystko specjalnie dla Was :) Musze trochę nadrobić, bo mam już tylko 4 rozdziały do przodu. Niestety, przez te problemy mam brak weny :(( Postaram się jednak nadgonić wszystko. A teraz zapraszam na 5 :D
------------------------------------------------------------------------------------------


*Perspektywa Carloty
Siedziałam w pokoju do godziny kolacji. Kolacja miała się zacząć o 19. Dlatego też o 18:55 poszłam do toalety, umyłam twarzy i ręce po czym zeszłam na dół do jadalni. Tam siedziała już pani Lucia i jej ojciec pan Erick.
- Dobry wieczór - uśmiechnęłam się przyjaźnie, kiedy siadałam do stołu.
- Dobry wieczór dziecinko - odwzajemniła powitanie również posyłając mi uśmiech.
- Skarbie, całe popołudnie przesiedziałaś w pokoju. Coś się stało ? - zapytał nagle dziadek, siedzący obok mnie, łapiąc mnie za dłoń.
- Tato ! - wtrąciła się pani domu - To chyba nie Twoja sprawa co skłoniło do tego Carlotę.
- Może i nie moja, ale zapytać można - i spojrzał pytająco na mnie.
- Ależ oczywiście - uśmiechnęłam się miło i kontynuowałam - Po prostu źle się czułam i byłam trochę zmęczona i chciałam się po prostu położyć. Poza tymi przyczynami nic mi nie jest - ponownie się uśmiechnęłam, na co oboje ten uśmiech odwzajemnili.
Chwilę później w jadalni pojawiła się głowa domu, czyli pan Guillermo, prowadzący pijanego "w bele" Marcosa.
- Dobry Boże ! Synu, jak Ty wyglądasz ?! - zawołała mama mężczyzny.
- No jak to jak wygląda ? Upił się w Alkali i zaczął się awanturować to zadzwonili po mnie, dzięki Bogu. Nie zadzwonili po policję na szczęście - wyjaśnił pan Rodriguez.
- Nie chciałabym się wtrącać, ale w takim stanie to nie ma co tego pana usadzać do stołu. Może lepiej zaprowadzić go na górę i położyć do łóżka, a jak by się dało to lepiej przed spaniem zrobić mu zimny prysznic - odezwałam się, ponieważ stwierdziłam, że innego wyjścia nie ma co do tego człowieka.
- Tak, dokładnie tak - zgodził się ze mną pan domu - Carlota ma rację. Idę go zaprowadzić.
- Nie potrzebuje pan pomocy ? - zapytałam, kiedy on powoli kierował się z synem w stronę schodów.
- Raczej nie. Sądzę, że dam sobie radę, ale dziękuję dziecinko - odparł i uśmiechnął się szczerze po czym wyszedł z jadalni i poszedł w kierunku pokoju Marcosa.
- Co mu do głowy przyszło, tak się upijać ? - zastanawiała się mama chłopaka - On upija się tylko wtedy kiedy jest wściekły albo nie daje sobie rady z czymś. Jednak dzisiaj nic takiego się nie stało, aby aż tak się upił.... No chyba, że .... Nie nie ! To niemożliwe !
- Ale co ? - zapytał szybko dziadek - Mów dziecko, mów !
- Dzisiaj miał dość niemiłą wymianę zdań z Soledad i trochę przesadził w słowach, ale to raczej małą zabolało, a nie jego. Jego nie miało co zaboleć - tłumaczyła pani Lucia.
- Jak to ? Co pański syn jej powiedział ? A tak w ogóle to gdzie ona jest ? - wypytywałam zdenerwowana, zapominając przez tą sytuację z Martinem o mojej przyjaciółce.
- Nie wiem czy to ja powinnam Ci mówić, wiesz skarbie. Może idź do Soledad na górę, bo od tamtej pory jej nie widziałam, i porozmawiaj z nią. Zapytaj jak się czuje i przekaż, że jutro jeżeli nie ma nic przeciwko, odwiedzi ją Ivan - poprosiła pani Rodriguez.
- Jaki Ivan ? I dlaczego miałaby sie źle czuć ? - coraz bardziej byłam niespokojna.
- Proszę Cię, idź do niej i niech ona Ci to wszystko wytłumaczy.
Westchnęłam tylko i odparłam.
- Dobrze pójdę do niej i przyprowadzę ją na kolację .... A co z Martinem ? - na to pytanie dziadek od razu spójrzał na mnie. Poczułam się trochę niekonfortowo, jednak nie dałam po sobie tego poznać.
- Powinen być w swoim pokoju, a jak nie to pewnie się gdzieś włóczy. Zaraz do niego zajerzę - odparła pani domu, która jak się domyśliłam, nic nie wiedziała na temat, co zdarzyło się w ogrodzie.
- Aha. No dobrze. To ja idę do Soledad i postaram się ją sprowadzić na kolację - uśmiechnęłam się na wychodnym i wyszłam.

*Perspektywa Soledad
Spałam sobie smacznie dopóki któś nie obudził mnie pukaniem do drzwi. Usiadłam na łóżku, przetarłam oczy po czym wstałam, podeszłam do drzwi i otworzyłam je. U ich progu stała moja przyjaciółka, Carlota.
- Skarbie, spałaś ? - zapytała zatroskana.
Patrząc na nią z przymkniętych oczu, odparłam zaspanym głosem.
- Tak, a coś się stało ? Która godzina jest wogóle ? - zapytałam nieprzejęta i ziewnęłam.
- No z tego co się dowiedziałam to się coś poważnego stało, ale ze szczegółami miałam przyjść do Ciebie. Jest już po 19, moja droga.
- A o co dokładnie chodzi ? - ponownie ziewnęłam po czym dodałam - A to chyba kolacja powinna być ? Poza tym wejdziesz ? - odsunęłam się na bok, aby Carlota weszła do środka. Zamknęłam za nią drzwi i sama usiadłam, obok niej na łóżku.
- A więc o co poszło z Marcosem ? - zapytała, a ja nagle poczułam jak serce ściska mnie z bólu.
Wszystko wróciło. To imię obudziło mnie szybciej niż cały termos kawy i zimny prysznic. Zaniemówiłam. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Z tego co zrozumiałam nie wiedziała ona nic o tym co stało się po przejażdżce koniem. Boże, kiedy jej to powiem, rozpłaczę się. Ponownie. Co ja mam zrobić ? Jak jej to powiedzieć ?
Po krótkich przemyśleniach postanowiłam powiedzieć jej to konkretnie, szybko i beznamiętnie. Tak więc zaczęłam.
- Przed domem, kiedy wróciliśmy z wycieczki, podeszła do mnie pani Lucia, a następnie sąsiad rodziny, niejaki Ivan Lopez Dominguez. Kiedy przywitał się ze mną, jak na zawołanie Marcos przyłączył się do nas. Zaczęliśmy się kłócić jak to my - przerwałam na chwilę, ponieważ poczułam jak napływają mi łzy do oczu. Postanowiłam jednak nie poddawać się i dokończyć swoją krótką opowieść - Nagle Marcos zaczął wygadywać jakieś głupstwa, że rzekomo chcę z nim iść do łóżka, uwodzę go i takie tam. I to tyle ...
Powstrzymałam łzy, dzięki Bogu. Nie chciałam, aby ktokolwiek, nawet Carlota, wiedział, że to co mi powiedział, zabolało mnie. Nie raz już przeżyłam sytuacje, kiedy facet, którego kochałam albo zależało mi na nim, ranił mnie, zdradzał czy łamał serce, porzucając mnie dla lepszej. Może to dlatego mam tak niską samoocenę, ale nie to teraz jest ważne. Ważne jest to, że nikt nie wie i się nie dowie co tak naprawdę czuję ....