wtorek, 31 lipca 2012

"Jeszcze chwila, a mogę ...."


Hola a todos ! Przepraszam Was za spóźnienie, ale mam tyle na głowie ostatnio, że masakra. Oglądanie telek, pomaganie przyjaciółce w wyprowadzce i stronka na fb, ale obiecuję, że za to dam kolejny rozdział w piątek. Oczywiście nie będzie się to na razie powtarzało, bo muszę nadrobić trochę w rozdziałach ;) A teraz zostawiam Was z nowym bohaterem :) Miłego czytania kochani :)
----------------------------------------------------------------------------
*Perspektywa Franco

Czekałem na nią przed domem. Minęło około piętnastu minut zanim wyszła. Kiedy drzwi od domu otworzyły się i wyszła z nich ona, myślełem, że padnę. Była jak anioł. Śliczne kręcowne, ciemne-blond włosy. Zielone oczy. Delikatna owalna twarz. Usta lekko rozchylone. Wyglądała zabójczo. Mimowolnie uśmiechnąłem się szeroko na jej widok, a moje serce zaczęło bić szybciej niż kiedykolwiek.
Podszedłem bliżej, ująłem jej dłoń w swoją i pocałowałem delikatnie. Poczułem zapach świeżych róż.
- Witam. Jestem Franco. Kuzyn narzeczonego pani przyjaciółki. Mówiono mi, że jest pani śliczna, ale nie sądziłem, że ujrzę anioła. A jednak - zacząłem zahipnotyzowany jej urodą.
- Bardzo mi miło pana poznać. Jestem Carlota. Zgadza się moja przyjaciółka jest związana z pańskim kuzynem, Ivanem. Jeżeli chodzi o mój wygląd to na prawdę pochlebia mi to, ale chyba pan troszeczkę przesadza - odparła.
Nagle ujrzałem słodkie rumieńce na jej policzkach. Uśmiechnąłem się i dodałem.
- Czy dałaby się pani zaprosić na obiad ?
Zanim cokolwiek odpowiedziała, uśmiechnęła się zaskoczona i odparła.
- Bardzo chętnie. Jednak mam do pana prośbę ...
- Słucham.
Pragnąłem spełnić każdą jej prośbę, każdą zachciankę.
- Czy mógłby pan mówić do mnie po imieniu? Jakby nie patrzeć nie jestem, aż taka stara, aby mówić do mnie na pani.
Zaśmiałem się i odpowiedziałem.
- Ależ oczywiście. Pod warunkiem, że i Ty będziesz zwracać się do mnie po imieniu.
- No dobrze skoro tak. Może i tak będzie lepiej.
- Z pewnością - uśmiechnąłem się i podałem jej ramię - To co ruszamy ?
- Bardzo chętnie.
Ujęła moje ramię, po czym skierowaliśmy się do samochodu. Otworzyłem jej drzwi ze strony pasażera. Kiedy wsiadła zamknąłem je za nią i sam skierowałem się w stronę drzwi kierowcy. Chwilę później już jechaliśmy trasą do miasta. Widać było po niej, że o czymś intensywanie myśli. Postanowiłem zapytać o powód tego niesmacznego wyrazu twarzy.
- O czym tak myślisz, jeśli można spytać ?
- O wszystkim. Odkąd tu przyjechałam moje życie odwórciło się do góry nogami - odparła i zmusiła się do uśmiechu.
- Rozumiem - wolałem nie wnikać przez kogo i przez co.
Resztę drogi milczeliśmy. Dojechaliśmy dość szybko, jakoże na ulicach nie było zbyt wielkiego ruchu. Pomogłem jej wysiąść, po czym weszliśmy do restauracji, gdzie czekał już na nas, wcześniej zamówiony, stolik dla dwojga. Kiedy usiedliśmy, podszedł do nas kelner. Poprosiłem o butelkę wina półsłodkiego i danie dnia.
Była między nami niezręczna cisza. Postanowiłem ją przerwać.
- Jak Ci się mieszka z Rodriguezami ? - zapytałem z uśmiechem na twarzy.
- To bardzo serdeczna i miła rodzina. Jednakże moim ulubieńcem jest nikt inny jak dziadek - odparła i zachichowała cicho.
Była prześliczna, kiedy się śmiała. Ona chyba nie wie jak bardzo jest podniecająca, a zarazem niewinna. Ja nie byłem nigdy typem playboya. Nie ochodziło mnie jak kobieta jest pociągająca i jakie ma warunki. Obchodziło mnie jej wnętrze, któremu też nic nie brakowało. Po prostu ideał.
- Cieszę się - uśmiechnąłem się.
Kiedy kelner przyszedł i podał wino z dwoma kieliszkami, podziękowałem i postanowiłem dowiedzieć się czegoś o tej ślicznej istocie.
- Jesteś z Polski, tak ?
- Tak
- Widać.
- Nie rozumiem
- Przecież cały świat wie, że polski i latynoski to najpiękniejsze kobiety na świecie.
Zaśmiała się, a jej policzki nabrały rumieńców.
- Też to słyszałam.
- Nie tęsknisz za rodziną ? - zapytałem zmieniając temat.
- Oczywiście, że tęsknie, ale dobrze mi tutaj. Właściwie to dzięki Soledad - odparła, a ja posłałem jej pytające spojrzenie, na co ona ciągnęła - Ona jest miłośniczką tego kraju i krajów sąsiadujących, a mianowicie Kolumbia, Brazylia, Wenezuela i ta reszta to jej życie. Od małego pragnęła znaleźć się w tym kraju. Przebywać z tutejszymi ludźmi. Zobaczyć wszystkie miejsca, w których kręcone były jej ulubione telenowele. Ja jej tylko towarzyszę i chętnie sama zwiedzam to wszystko. Tutaj po drugiej stronie oceanu, wszystko jest takie inne.
- Rzeczywiście to prawda. Kiedyś byłem w interesach w Europie, a dokładnie w Hiszpanii i w Niemczech. To nie to samo co tutaj.
- Gdybym mogła zostałabym tu tak długo, ile chciałaby Soledad...
- Czyli ile ? - przypuszczałem, że odpowie do końca życia.
- Do końca życia - odparła i zaśmiała się miło.
- Czemu nie zostaniesz ? - zapytałem całkiem poważnie, co zauważyła Carlota i sama spoważniała.
- Przecież jesteśmy obce. Nie będziemy przez całe życie siedzieć na karku państwu Rodriguez.
- Soledad ma Ivana ... Jeżeli dobrze by poszło, pobraliby się ...
- Tak to prawda. Kochają się i to chyba już całe miasto wie - odparła i po chwili dodała - A co ze mną ? Ja bez niej nie wrócę, a przecież nie będę jej przyzwoitką, kiedy ona będzie z Ivanem.
- Podobasz mi się - odpowiedziałem i byłem pewnien, że zrozumie tą iluzję. Rzeczywiście zrozumiała i zarumieniła się. Wyglądała tak słodko. Swoją dłoń położyłem na jej dłoń i głaskałem delikatnie. Ona tylko bardziej się zarumianiła.
- Szczerze mówiąc .... Ty mi też .... - odparła z niepewnością, ale szczerością.
- Miło mi to słyszeć. Pozwól, że nie będziemy tu siedzieli przez cały dzień i zabiorę Cię we wspaniałe miejsce, dobrze ?
- Bardzo chętnie.
Wstałem, zostawiając pieniądzę za rachunek i wyszliśmy. Pomogłem jej wsiąść do samochodu i sam okrążyłem auto dookoła i zasiadłem za kierownicą. Ruszyliśmy w drogę.
Zastanawiałem się nad tym jak to by było być z Carlotą. Budzić się każdego ranka u jej boku. Tulić ją na dobranoc. Jeść razem śniadania, obiady i kolacje. Wychowywać nasze wspólne dzieci. Co prawda ona nie jest jeszcze pełnoletnia, ale jakby tak poczekać jeszcze ten rok...
- Jejku jak tu pięknie ! - rzuciła zdumiona, kiedy zajechaliśmy w miejsce, które zamierzałem jej pokazać.
- Rzeczywiście. Pierwszy raz pokazała mi to miejsce moja babcia. Cóż to była za kobieta - rozmarzyłem się jednak ciągnąłem dalej - Kochałem ją bardziej niż własną matkę. Nie ma się co dziwić. Moja matka nigdy mnie nie chciała i nie kochała i przy każdej okazji to okazywała. Jak byłem mały nie raz biła, ponieważ wchodziłem do jej pokoju, w który kochała się z jednym z jej aktualnych facetów. Wchodziłem tam, bo byłem głodny, a sam niczego nie umiałem zrobić, bo byłem na to za młody... Przepraszam. Nie powinienem Cię tym obciążać - wróciłem do rzeczywistości.
Carlota spojrzała na mnie czułym i współczującym wzrokiem. Dotknęła koniuszkami palców mojego policzka i szepnęła.
- To nie jest Twoja wina. Przyznam nie chętnie takich historii słucham, bo nie mogę pojąć i zrozumieć jak własna rodzicielka może wyrządzać tyle krzywdy własnemu dziecku. Jednak jeżeli kiedykolwiek chciałbyś porozmawiać i się wygadać, jestem do dyspozycji. Nie powinno się swoich smutków i żali trzymać w sobie. To źle wpływa na naszą psychikę i samopoczucie.
Nic nie mówiąc, ująłem jej twarz w dłonie i pocałowałem. Długo nie musiałem czekać na odpowiedź, bo od razu zaczęła dawać mi pocałunki tak czułe jak ja jej. Przyciągnąłem ją do siebie. Nasze pocałunki stały się bardziej intymne i gorące. Poczułem jak po moim ciele przeszywa się dziwny, lecz miły dreszcz. Jej ręka ześlizgnęła się niżej i spoczywała na moim torsie, co jeszcze bardziej przyczyniło się do mojego ciężkiego oddechu. Od niej czułem to samo. Nierówny puls, ciężki oddech i te porządanie. Na chwilę oderwałem się od jej warg. Spojrzałem jej w oczy.
- Jeszcze chwila, a mogę przestać nad sobą panować - szepnąłem wprost w jej wargi, które musnąłem, po czym puściłem ją i usiadłem na miejscu jak na początku. Ona zrobiła to samo.
- Przepraszam - powiedziała zamieszana.
Ująłem jej dłoń i pocałowałem ją delikatnie.
- Skarbie. Nie masz za co przepraszać. To normalne uczucie wypełniające nasze ciała i umysły, które przestają działać prawidłowo, kiedy kobieta z mężczyzną zbliżają się do siebie na niebezpieczną odległość. Jeżeli chcesz możemy zacząć wracać.
- Wydaje mi się, że powinniśmy. Wpadniesz na kolację. Sądzę, że nikt z całej rodziny nie będzie miał nic przeciwko. Szczególnie dziadek - odparła, a na ostatnie zdanie zaśmialiśmy się oboje.
Zawróciłem samochód i ruszyliśmy w drogę powrotną.

poniedziałek, 23 lipca 2012

"Widziałeś może Carlotę?"


Hola a todos ! :) Dzisiaj mamy 14 :) Co prawda nudne jak nie wiem co, ale trudno :P Nie wiem co mam więcej pisać, więc zostawiam tak i zapraszam do czytania :)
-----------------------------------------------------------------
*Perspektywa Soledad

Kiedy Carlota wyszła z dziadkiem, ja postanowiłam na spokojnie to wszystko przemyśleć. Tak na prawdę, nie mogę mieć do żadnego z tej dwójki żalu, ponieważ z Marcosem nie jestem, a Dolores nie jest jakąś tam moją przyjaciółką wielką. Bolało mnie to i było to normalne, bo prawdą jest, że niestety zakochałam się w Marcosie. Owszem kochałam też Ivana. Kochałam ich obu. Była tylko między nimi różnica. Ivan odwzajemniał moje uczucie i był przy mnie i ze mną. Marcos - nie. Wniosek nasuwał się sam - zostać przy Ivanie i być z nim szczęśliwą. Przyznam, źle zrobiłam, całując się z Marcosem, ale on z pewnością o tym zapomniał. A ja nie mam zamiaru chwalić się tym na prawo i na lewo, także nikt o tym się nie dowie. Podjęłam więc decyzję o treści - będę zachowywać się tak jakbym nic nie wiedziała i w stosunku do niego jak i do niej być taką jaką byłam wcześniej.
Z moich przemyśleń oderwała mnie pani Lucia, która właśnie weszła do mojego pokoju.
- Przepraszam, że wchodzę, ale pukałam i nikt się nie odzywał - zaczęła i chyba zauważyła, że płakałam, bo po chwili dodała - Oj kochanie ! Co Ci się stało ? - usiadła obok mnie na łóżku i przytuliła mnie jak rodzona mama.
- Właściwie to nic strasznego. Po prostu czasami, kiedy dzieje się wszystko na raz, zaczyna mnie to przerastać i muszę usiąść i popłakać. To wszystko - wyjąśniłam i posłałam jej czuły uśmiech, co ona odwzajemniła.
- Powiem Ci, że to jest najlepsze i jak byłam w Twoim wieku, robiłam to samo.
- Na prawdę ? - spojrzałam na nią zaskoczona.
- Tak. Pamiętam, że nie łatwo też przyszło mi związać się z Guille. Nasze rodziny się nienawidziły. Dopiero kiedy uciekliśmy na tydzień daleko od domów, zrozumieli, że nie dadzą rady nas skłócić. Gdy wróciliśmy nasze rodziny pogodziły się. Musieli się pogodzić z faktem, iż kochamy się i będziemy się kochać, aż do śmierci. A teraz ... Teraz mamy dwóch synów no i .. córkę..
Na wspomnienie o Dolores poczułam ból w sercu, ale cóż mogłam poradzić. Nie wiedziała ona ile dla mnie znaczy Marcos, bo tak jak wszyscy jest pewna, że kocham TYLKO Ivana.
Postanowiłam jednak nie pokazywać żadnych emocji na wspomnienie o Marcosie, a tym bardziej o Dolores.
- Tak. Udało się państwu wygrać. Pomogła Wam miłość i to jest piękne. Teraz macie swoje życie i to teraz Wy jesteście tymi dorosłymi rodzicami. Jak sądzę jesteście państwo inni niż Wasi rodzice ?
- Dokładnie. Jesteśmy wręcz ich przeciwieństwami. Chociaż teraz pewnie nie uwierzysz jak spojrzysz na mojego ojca, że on był kiedyś przeciw temu, abym wyszła za Guillerma...
- Jak każdy ojciec. Boi się o swoją córkę. Dla niego nie jest ważne czy kandydat na męża jego córki będzie królem, pracownikiem czy synem najbogatszego człowieka w Meksyku. Dla niego nie będzie ważne czy on sprawia wrażenie dobrego czy złego. On zawsze będzie się bał o swoją córkę. Taki instynkt ojcowski - odparłam i na ostatnie zdanie obie się zaśmiałyśmy.
- Tak to prawda....
Rozmawiałyśmy sobie jeszcze trochę, dopóki Marcos nie zawołał swojej matki i z nim nie wyszła. A ja, żeby nie siedzieć tu bezczynnie i nie myśleć o tym ciągle, poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ułożyłam włosy i zrobiłam manicure. Na koniec położyłam maseczkę i położyłam się, relaksując się, wypoczywającym ciałem.

*Perspektywa Martina

Po śniadaniu poszedłem do siebie. To co powiedziała mi w nocy Carlota, nie dawało mi spokoju. No bo z jednej strony nie miałaby powodów do kłamstwa. Jednak Lola nie należy do takich, które idą do łóżka z każdym. Poza tym między nią a Marcosem nigdy nic nie było.
Postanowiłem, że wprost zapytam o to Marcosa. Wyszedłem z pokoju i kiedy miałem już pukać do niego, usłyszałem ich rozmowę. Lola mówiła Marcosowi, że nikt nie może dowiedzieć się o ich minionej, razem spędzonej nocy. On zgodził się z nią bez zastanowienia.
Poczułem jak wszystko zaczyna się we mnie gotować. Wkurzony na siebie, że nie uwierzyłem Carlocie, a co więcej posłałem jej pare wyzwisk, postanowiłem poszukać jej i przeprosić ją za to.
Po drodze spotkałem dziadka i zapytałem w prost.
- Widziałeś może Carlotę?
- Tak. Poznałem ją z Frankiem i zabrał on ją na randkę - odparł z uśmiechem na twarzy.
Świadomy tego, że za moment wybuchnę, bez słowa odszedłem od dziadka i wyszedłem z domu. Wsiadłem na konia i ruszyłem w stronę pola, które kiedyś pokazał mi Marcos. Mówił, że kiedy ma jakiś problem albo musi po prostu zostać sam, przyjeżdża tutaj.
Kiedy dojechałem, zsiadłem z konia i położyłem się na polanie. Patrząc w niebo, rozmyślałem nad wszystkim.

niedziela, 15 lipca 2012

"Oni ... Oni sypiają ze sobą ... "


Hola ! :) Powiem szczerze, że chociaż to opowiadanie nie jest udane, bo ja go piszę to idzie w dobrym kierunku. Teraz mamy 13 a ja już jestem przy pisaniu 17 :P To dla mnie wyczyn. Zawsze pisałam opowiadania z rozdziału na rozdział. A teraz ? Jesteśmy przy 13 a ja już w 17 ! :D Możecie być pewni, że szybko to opowiadanie się nie skończy :) Dobra przestaje już zanudzać. Miłego czytania kochani :)
-------------------------------------------------------------------------------
*Perspektywa Marcosa

Kiedy zorientowałem się, że Dolores jak i Soledad są już w domu i za pewne w swoich pokojach, sam skierowałem się do swojego i zamknąłem się na klucz. Doszedłem do wniosku, iż pierwsze co powinienem zrobić to iść pod gorący prysznic. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Woda spływała po moim ciele, a ja stałem i nie miałem pojęcia co teraz robić. To co przeżyłem z Soledad przed godziną, było czymś niesamowitym. Po raz pierwszy czułem się tak przy jakiejkolwiek kobiecie, a co dopiero przy młodej dziewczynie, która nawet pełnoletnia nie jest. Za to jej czułe wargi ... Jej delikatne dłonie .... Jej zwinny język .... Jej drżące ciało .... Ona cała jest tak niewinna i przy tym tak pociągająca. Ona nawet sobie z tego sprawy nie zdaje. Niestety ja i moje ciało tak ... Chciałbym ... Chciałbym jej ciało tak pieścić, całować, poznać całe. Poznać jego zakamarki i odkryć wszystkie tajemnice.... Ale ... Ale jest Ivan ...
Soledad w życiu nie zdradzi Ivana. Widać, że między nimi jest bardzo duże i szczere uczucie. Jednak gdyby go kochała tak bardzo, nie pozwoliłaby się pocałować... Co prawda nie miała dużej szansy, bo złapałem ją tak, że nie miała innego wyboru, ale oddawała pocałunki. Nie powinna tego robić. Rozpaliła mnie i zostawiła ...
Spojrzałem w dół i zobaczyłem dowód na to, że nakręciła mnie na siebie i to bardzo ...
Nie miałem innego wyjścia jak jakoś to powstrzymać. Wyszedłem z łazienki. Ubrałem luźne spodnie od spania i poszedłem do pokoju .... Loli ....
Zapukałem i długo nie musiałem czekać, aż drzwi się otworzą. Była w samej koszuli nocnej, która ledwo zakrywała jej pośladki. Włosy miała rozpuszczone i mokre po kąpieli.
- Marcos - uśmiechnęła się miło - Co Cię tu sprowadza ? - zapytała zdziwiona i dała odsunęła się, tym samym zapraszając mnie do środka.
- Chciałem z kimś ... pogadać - odparłem po szybkim namyśle.
Wszedłem głębiej pokoju i usiadłem sobie na brzegu łóżka. Pokój nie był większy od mojego, ale także niedużo mniejszy. Ona usiadła koło mnie i zapytała.
- O czym chcesz pogadać ? ... Marcos ... - położyłem swoją dłoń na jej nagim kolanie i jechałem nią w górę - Co Ty ...
Przerwałem jej pocałunkiem. Na początku zszokowana nie odpowiadała. Jednak za chwilę położyła swoją dłoń na moim torsie i odpowiedziała na pieszczoty. Całowaliśmy się przez dłuższy moment, po czym odsunąłem ją od siebie i szepnąłem.
- Chodź ...
Wziąłem ją na ręce i położyłem na środku łóżka. Pociągnęła mnie za sobą. Znów nasze języki połączyły się i zaczęły wielki taniec namiętności. Włożyłem jedną rękę pod jej koszulę. Przejechałem po brzuchu i dotarłem do jednej z piersi. Chwilę później Lola nie miała już na sobie nic. Ta nie została mi obojętna i zsunęła moje spodnie w dół. Zjechałem z pocałunkami na szyję, dekold i piesi. Moje ręce gładziły jej uda. Nagle znalazłem się w niej. Ona tylko cicho jęknęła. Poruszaliśmy się w tym samym rytmie. Co jak co, ale Lola wiedziała jak zaspokoić faceta. Kiedy doszedłem, wyszedłem z niej i położyłem się obok. Ona jedynie szepnęła.
- Byłeś cudowny ...
W odpowiedzi cmoknąłem ją w ramię. Chwilę później okryliśmy się kołdrą i zasneliśmy.

*Perspektywa Carloty

Była pierwsza w nocy. Szłam właśnie do pokoju Soledad, kiedy zobaczyłam, że pokój Dolores nie jest zamknięty, a drzwi są uchylone. Z ciekawości zajrzałam i to co zobaczyłam było ... przerażające ! Widziałam jak przykryci kołdrą, goli, przytuleni do siebie, Lola i Marcos śpią w jej łóżku ! Wstrząsnęło to mną i to bardzo. Nie wiedziałam co mam zrobić. Co myśleć. Postanowiłam, że powinnam powiedzieć to Martinowi. Jak myślałam, tak też zrobiłam. Skierowałam się do jego sypialni. Zapukałam i kiedy usłyszałam "adelante", weszłam do środka.
- Cześć ... Nie przeszkadzam ? - zapytałam niepewnie, wchodząc powoli w głąb pokoju.
Zdziwiony moim widokiem odparł tylko.
- Cześć ... Jesne, że nie. Wejdź.
- Dziękuję - i stanęłam nieopodal jego łóżka, na którym leżał - Możemy porozmawiać ... ?
- Tak. O co chodzi ?
- O Dolores i Marcosa ...
Zaczęłam, co prawda nie do końca przekonana czy powinnam mu o tym mówić. Lecz z drugiej strony nie widziałam innego wyjścia.
- Hm ? - zrobił bardzo zdziwioną minę, a ja kontynuowałam.
- Oni ... Oni sypiają ze sobą ...
Ten jak wściekły zerwał się z łóżka, podszedł do mnie i podniesionym głosem rzucił.
- Co Ty wogóle wygadujesz ?! Oni ?! Hahaha proszę Cię !
- Nie wierzysz mi tak ? - zapytałam podirytowana.
- Nie, nie wierzę, bo to bzdura !
- Wierzysz ! Tylko nie chcesz sobie wmówić, że ona pożąda każdego, a nie tylko Ciebie !
- Co Ty mówisz ?! A co by mnie miało obchodzić z kim ona sypia ?! Kłamiesz, bo chcesz, żebym na Ciebie zwrócił uwagę, a nie uganiał się za nią !
Byłam zszkowana jego słowami. Nie wiedziałam wogóle co powiedzieć. Postanowiłam improwizować.
- Hahaha ! Chyba śmieszny jesteś ! A po co miałabym chcieć, abyś to za mną się uganiał ?!
- Może dlatego, że się we mnie zakochałaś i latasz za mną jak szczeniak za kością.
Przegiął. Doszłam do wniosku, że powinnam zakończyć tę kłótnię, bo z zadania na zdanie będzie gorzej. Bez słowa wyszłam i trzasnęłam drzwiami. Poszłam do siebie. Zamknęłam się i jak najszybciej poszłam spać. Usnęłam dość szybko.
Rano obudziłam się o ósmej trzydzieści. Poszłam, więc szybko pod prysznic. Ubrałam się i doprowadziłam do ładu i akurat było za trzy dziewiąta. Zeszłam na dół gdzie brakowało tylko Dolores i Marcosa. Zdecydowałam jednak nie odzywać się nic. Przywitałam się i usiadłam do śniadania. Po chwili zeszła para nocnych marków.
- Dzień dobry - powiedziali równocześnie.
- Dzień dobry - odparł każdy po kolei.
Usiedli na wolne miejsca. Pan Guillermo odmówił modlitwę i zajadaliśmy się śniadaniem bez słowa. Po śniadaniu każdy podziękował i rozeszliśmy się w swoje strony. Ja poszłam do pokoju mojej przyjaciółki. Doszłam do wniosku, że ona też powinna o tym wiedzieć.
- Mogę ?
- Jeszcze pytasz ! Wchodź !
- No masz rację. Głupie pytanie - i zaśmiałyśmy się obydwie.
Usiadłam na przeciwko niej na łóżku i zaczęłam.
- Jak tam ?
- A w sumie dobrze. A u Ciebie ?
- No nie do końca ... - odparłam niepewnie.
- To znaczy ? - zapytała ciekawa tego co ma zaraz usłyszeć.
- Wczoraj ... Wczoraj widziałam jak Marcos ... Kurcze ! - nie mogłam sie wysłowić z tego wszystkiego.
- Co Marcos ?! - zdenerwowała się, więc postanowiłam powiedzieć to szybko na jednym wdechu.
- Marcos i Dolores spali ze sobą dzisiaj w nocy !
Zamurowało ją. Nie wiedziała co powiedzieć i było to po niej widać. Nie mogła ukryć, szczególnie przede mną, tego co w tej chwili poczuła.
- A ... I dlaczego mi to mówisz ? - zapytała, myśląc, że jest obojętna na to co usłyszała.
- Proszę Cię. Widać z daleka, że masz minę jakbyś miała zaraz się rozpłakać. Jak chcesz to płacz kochanie. Mówię Ci to dlatego, że jak Martinowi to powiedziałam to mnie zaczął wyzywać od najgorszych.
- Eh... Masz rację. Kogo jak kogo, ale Ciebie nie oszukam. Tak masz rację boli mnie to i nie wiem dlaczego. Przecież mam Ivana. Uwielbiam go ..
- Właśnie ! - złapałam ją za obie dłonie i dodałam - Ty go uwielbiasz, a nie kochasz. Ty kochasz Marcosa. Zrozum to w końcu !
- Cholera jasna ! Wiem ! Wiem ! Wiem ! - zaczęła płakać.
Nie mówiła już nic. Łzy leciały jej jak woda w wodospadzie. Przytuliłam ją mocno i szeptałam tylko.
- No już kochanie. Płacz. Wypłacz się.
Siedziałam z nią tak dobre dwie godziny. Potem kiedy się uspokoiła, poprosiła mnie, abym zostawiła ją, bo chce się uspokoić, pozbierać i zastanowić nad wszystkim.

poniedziałek, 9 lipca 2012

"Wyglądasz jakbyś była ... jakbyś była z mężczyzną !"

Hola a todos ! :) Rozdział jak na mój gust ciekawy, ale hm dennie napisany. Czekam na Wasze komentarze i mam nadzieję, że trochę ich będzie. To jest rozdział 12, a ja napisane mam niecałe 15 i brak mi weny. Cóż mam nadzieję, że ona się pojawi. Jak nie to wtedy będzie się martwić. Tak właściwie to nie wiem czym, bo to opowiadanie nie jest jakieś super fajne, ale Wy byście mnie zabiły, więc wolę już pisać. Miłego czytania skarby. Do następnego :)
---------------------------------------------------------------------------------------

*Perspektywa Soledad

Po obiedzie skierowałam się do pokoju, aby chwilę odpocząć. Posiedziałam kilka minut na łóżku przeglądając telefon. Odpisałam na sms'y znajomych z Polski i wyszłam z sypialni. Zeszłam na dół i wyszłam na dwór. Rozejrzałam się dookoła i skierowałam się na tyły hacjendy.
Myślałam o wszystkim co dzieje się w tym domu. Ja, Calota, Ivan, Marcos, Martin i Lola. To dopiero mieszanka wybuchowa. Ja jak natura nakazywała kłóciłam się cały czas z Marcosem. Carlota z Martinem i Lolą oraz Marcos z Ivanem. Przerastało mnie to wszystko. Nie wiedziałam chwilami co mam począć. Przebywałam tu od ponad 2 tygodni, a już stało się tak wiele. Bałam się pomyśleć, co będzie jutro. Co będzie za 2 tygodnie.
Kiedy tak szłam zamyślona, poczułam, że wpadłam na kogoś większego ode mnie. Poleciałam na ziemie. Spojrzałam w górę i zobaczyłam osobę, której nie chciałam widzieć. Marcosa. Spojrzał na mnie tym swoim zimnym wzrokiem. Zmróżył oczy i rzucił.
- Mogłabyś uważać jak chodzisz ?
Szybko podniosłam się z ziemi i spojrzałam na niego wściekła.
- Pan też mógłby uważać. Gdyby pan uważał to byśmy minęli się bez problemu - odparłam.
- Przepraszam bardzo, ale gdyby pani zainwestowała w okulary może wtedy byśmy się minęli bez przeszkód - powiedział z ironią.
- To pan jest starszy i może przyszedł czas przejść na emeryture hm ? - odpowiedziałam na jego ripostę.
- Z tego co wiem to Twój mężczyzna jest w tym samym wieku co ja. On także powinien przejść na emeryturę ? - zapytał ze sztucznym uśmiechem.
Myślałam, że nie wytrzymam. Podeszłam bliżej i wymierzałam w jego stronę, aby przyłożyć mu z liścia. On jednak był szybszy. Złapał mnie za nadgartek. Wykręcił rękę do tyłu - tym samym przybliżając się na niebezpieczną odległość. Działo się to wszystko tak szybko, że nawet nie zorientowałam się kiedy zaczął mnie całować, drugą ręką przytrzymywał moją głowę, gładząc moje włosy. Głupia ja zamiast go odepchnąć, odpowiedziałam na pieszczoty. Nasze języki splotły się i zaczeły wirować jak tancerze na parkiecie. Swoją drugą ręką gładziłam jego policzek. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Puścił moją rękę, kiedy poczuł, że przestałam z nim walczyć. Złapał mnie za biorda i przybliżył je do swoich. Poczułam wielki przeszywający mnie dreszcz. Czułam jak unoszę się nad ziemią. Nie byłam świadoma właściwie co robię. Moje serce i ciało pragnęło jego pocałunków, pieszczot, dotyku. Mój rozum nakazywał przestać jako, że jestem z Ivanem. Na nieszczęście moje serce i ciało przeważyło nad rozumem. Nagle usłyszałam kobiecy głos, który wykrzykuje moje imię. Oderwałam się od niego. Byłam cała rozpalona. On nie pozostawał mi dłużny. Spojrzałam mu w oczy. Były małe niż zazwyczaj i ciemne jak nigdy. Oddychaliśmy ciężko. On puścił mnie, a ja odsunęłam się na bezpieczną odległość. Jedyne co zdołałam powiedzieć mu to "zapomnij o tym" i uciekłam.
Kiedy wybiegłam pod dom, zobaczyłam Lolę, która chodzi dookoła i woła moje imię. Podbiegłam do niej i zapytałam nieświadoma tego jak wyglądam.
- Co się stało ?
Lola odwórciła się i spojrzała na mnie z nieukrywanym zdziwieniem.
- Co Tobie się stało ?
- Jak to ? - udawałam, że nie wiem o co chodzi.
- Wyglądasz jakbyś ... Nawet nie mogę Twojego wyglądu porównać z niczym. Spuchnięte usta, włosy w nieładzie, ciężki oddech, zamglone oczy. Soledad ! Wyglądasz jakbyś była ...  jakbyś była z mężczyzną !
Powiedziała co wiedziała. Co ja miałam jej teraz powiedzieć ? Ivana nie ma, bo jest u siebie w hacjendzie. Zaśmiałam się ironicznie i odparłam.
- Niee no coś Ty. Ivan jest u siebie. Byłam w stajni i przewróciłam się. A co do ust. W pokoju wypróbowałam nową szminke i nie spodobała mi się i ztarłam ją dłonią. Tyle - i uśmiechnęłam się najbardziej szczerze jak mogłam.
Po jej wyrazie twarzy, ucieszyłam się, bo zauważyła, że ona uwierzyła w to.
- Aaa - i zaśmiała się niesztucznie - Przepraszam. Moja wyobraźnia i moje skojarzenia czasami nie są odpowiednie.
- Nie przejmuj się. A szukałaś mnie ? Co się stało ? - zapytałam wymijająco.
- Właśnie ! Chodzi o to, że potrzebuje Twojej pomocy ... - zaczęła niepewnie, a ja jedynie dałam jej znak, aby kontynuowała - Tak więc chodzi o to, że chciałabym, abyś poszła ze mną do mojego pokoju i pomogła wybrać sukienkę na fiestę u Dominguezów - i uśmiechnęła sie niepewna czy powinna to mówić.
- Nie ma problemu - i uśmiechnęłam się miło, co odwzajemniła.
- Na prawdę ?! - ucieszyła się.
- No tak, a czemu miałabym się nie zgodzić? To nic takiego.
- Cieszę się - i przytuliła mnie mocno.
- Miło mi.
Byłam zadowolona, że tak nie wielka rzecz, którą mogę zrobić, niektórych tak cieszy.
- To może Ty doprowadź się do porządku, bo jak ktoś Cię zobaczy to nie wiem... Może mieć podobne skojarzenia co ja i sama chyba nie chcesz jakiś niedomówień - i zaśmiała się cichutko.
- Racja. Święta racja. Lecę na górę, a Ty tym czasem przygotuj kreacje. Dobrze ? - uśmiechnęłam się, a ona tylko kiwnęła głową i poleciała na górę. Ja uczyniłam to samo....

*Perspektywa Carloty

Gdy skończyłam malować paznokcie u nóg - na mój ulubiony kolor, czyli czerwony - podeszłam do okna i zobaczyłam jak pod domem, Soledad przytula się z Lolą. Od razu zdenerwowałam się, ale postanowiłam nie robić z tego wielkiej awantury. Przecież nie mam prawa wtrącać sie w to, z kim koleguje się Soledad. Była moją przyjaciółką, a właściwie siostrą. Wiedziałam doskonale, że ona mnie nigdy dla nikogo nie zostawi. Może w głębi byłam troszeczkę zazdrosna, bo to normalne, ale nie ściskało mnie z nienawiści i zazdrości. Po chwili Lola pobiegła do domu i zaraz potem za nią, Soledad. Usiadłam na łóżku i wysłałam sms'a do jednej z koleżanek, które poznałam w internecie i powiadomiłam ją o wszystkim. Poszło około 7 sms'ów - tak się rozpisałam. Czekałam około 10 minut na odpowiedź, która była niewiele krótsza od mojej wiadomości. Uśmiechnełam się do siebie, bo wiedziałam, że oprócz Soledad mam jeszcze ją. Oczywiste jest to, że nikt, nigdy nie wejdzie na miejsce Soledad i to samo było wiadome w odwrotną stronę. Kochałam ją ponad wszystko i nigdy, ale to nigdy nie jest w stanie się zmienić. Byłyśmy jak bliźniaczki. Owszem, może nie podobne, ale zawsze razem.
W końcu paznokcie mi wyschły, więc zeszłam na dół i spotkałam panią Lucię. Zaproponowała mi herbatę i ciasto, na co przystałam. Gdy woda na herbatę zagotowała się, skierowałyśmy się do salonu i zaczęłyśmy rozmawiać na wszystkie tematy ....

poniedziałek, 2 lipca 2012

"- Hej mamo."


Hola a todos ! Brawo ! Hiszpania wygrała Euro :) Mój mąż ślicznie bronił hue hue <3 Jestem zadowolona z Euro. Wynikiem zaskoczona dosyć i pewnie nie ja jedna. Teraz czekamy 2 lata na mistrzostwa świata :D Obstawiam Hiszpanię hehe ;p No dobrze kochani zostawiam Was z 11 :) Miłego czytania :) Komentujcie :)
-------------------------------------------------------------------------
*Perspektywa Carloty

Minął tydzień od czasu przyjazdu tej ladacznicy. Na każdym kroku sprzeczałyśmy się, a raz nawet doszło do rękoczynów. Miałam serdecznie dosyć tej kobiety.
Na dodatek nie mogłam zapomnieć o tym co zobaczyłam w ostatnią sobotę, kiedy zawitałam do sypialni Martina. Bolało mnie to niemiłosiernie. Dopiero teraz zrozumiałam, że zależy mi na nim i to bardzo. Miałam nie dopuścić do tego, aby coś do niego poczuć, ale to było silniejsze ode mnie.
Kiedy oderwałam się od wszystkich moich myśli apropo Martina, zorientowałam się, że jest ósma rano. Miałam jeszcze godzinkę czasu do śniadania. Postanowiłam, więc zadzwonić do mamy. Kiedy po drugiej stronie usłyszałam jej słodki głos, od razu rzuciłam.
- Hej mamo.
- Kochanie! Jak miło, że dzwonisz. Jak się bawisz ?
- Świetnie.
Skłamałam. Nie mogłam jej przecież powiedzieć, że zakochałam się w facecie o 7 lat starszym ode mnie. A na dodatek jego kuzynka sypia z nim.
- To bardzo się cieszę.
- No. A co tam u Was ciekawego słychać?
- Też dobrze. Tata Cię pozdrawia.
- Dziękuję bardzo. Także go pozdrów.
- Dobrze. Kochanie nie nabijaj sobie. Pozdrów Soledad i resztę rodziny i zadzwoń za kilka dni jak będziesz miała chwilę. Miłego dnia.
- Dobrze mamo. Na pewno zadzwonię. Kocham Was. Do usłyszenia - i rozłączyłam się.
Poszłam pod prysznic po czym ubrałam sie i poszłam do pokoju mojej przyjaciółki. Zapukałam do drzwi i kiedy usłyszałam "adelante!", weszłam do środka.
- Cześć skarbie - rzuciłam na powitanie.
- No hej hej kochana. Jak tam ? - zapytała rozpromieniona, malując sobie paznokcie na bezbarwny kolor.
- A dobrze. Dzwoniłam do mamy niedawno. Masz pozdrowienia od moich rodziców.
- Dziękuję bardzo. Ja też powinnam zadzwonić - oparła i po chwili zastanowienia rzuciła.
Gawędziłyśmy jeszcze chwilę i zeszłyśmy na śniadanie. Po śniadaniu poszłyśmy się przejść po okolicy. Jak to my - robiłysmy zdjęcia, śmiałyśmy się, wspominałyśmy, plotkowałyśmy. I tak do powrotu. Kiedy wróciłysmy, zdąrzyłyśmy tylko umyć się i odpocząć chwilę i zaraz schodziłyśmy na obiad. Po obiedzie rozstałysmy się. Ja poszłam do pokoju, a ona poszła przejść się po hacjendzie.

*Perspektywa Loli

Odkąd tu przyjechałam i zobaczyłam tą gówniarę, od razu zaczęło się we mnie gotować. Czasami też słyszałam, że między nią a Martinem jest jakaś chemia. Nie podobało mi się to bardzo i nie mam najmniejszego zamiaru pozwolić na to, aby było coś więcej między nimi. Poza tym co ona ma do zaoferowania ? Pff lalki Barbie ? Hahaha ! Ja przynajmniej mam kobiece kształty. Nie to co ta mała lala. Nie polubiłyśmy się i cała hacjenda od razu to zauważyła. Raz doszło także do rękoczynów i Martin z Marcosem musieli nas rozdzielać. Oczywiście tak oczerniłam tą sukę, że Martin stanął po mojej stronie. Marcos jak to Marcos. Co go nie dotyczyło to się nie mieszał.
Jednak muszę przyznać, że polubiłam Soledad. Wiadome było, że nigdy nie będziemy się świetnie dogadywać jako, że Carlota jest jej najlepszą przyjaciółką i ja to szanowałam. Oczywiście Soledad nie rzucała się na mnie i nie wyzywała mnie. Nie wiem co robiła za plecami, ale w moim towarzystwie była całkiem miła. W sumie ma rację. Po co ma sobie problemy robić. Z tego co się zorientowałam to jest z Ivanem, który jeszcze niedawno był szkrabem, bawiącym się z nami w piaskownicy. Ależ ten czas szybko leci. Natomiast wracając do Soledad, zauważyłam, że jest coś - może nie chciane, ale jest - pomiędzy nią a Marcosem. Czuć było, że żywili do siebie niechęć, ale taką niechęć, w której była i fizyka i chemia. Ale co ja się będę mieszać. Ona nie miesza się w moje życie i ja nie zamierzam także w jej życie włazić. Pamiętam też, że tego samego dnia, kiedy pobiłam się z Carlotą, przyszła do mnie do pokoju. Na spokojnie jak normalny człowiek próbowała uspokoić napięcie, które było pomiędzy mną a Carlotą. Powiedziała, że rozmawiała już ze swoja przyjaciółką i także z nią nie jest łatwo. Jednak nie ładnie to będzie wyglądać jak wszystkie hacjendy do okoła dowiedzą się, że tu jakaś przemoc domowa jest. A żadna z nas nie chce oczerniać tej wspaniałej rodziny. Tak więc poszłyśmy do Carloty, aby z we trzy to załatwić. Oczywiście Soledad stała pomiędzy nami, abyśmy nie rzuciły się na siebie. Zrozumiałe było, że się nie pogodzimy, ale tak jak zaproponowała Soledad - nie bić się, nie robić awantur na cały dom i całą hacjendę. Jeżeli mamy jakiś problem to do jednej do pokoju i tak się kłócić. Bo co jak co, ale nikt nie ma ochoty słuchać wulgaryzmów jakie przeciwko sobie wystawiamy. Po spotkaniu każda poszła w swoją stronę, aby odpocząć po dzisiejszych emocjach i wrażeniach.
Nie miałam już siły nad tym wszystkiem myśleć. Postanowiłam przespać się godzinkę, a potem szykować się na obiad.