poniedziałek, 23 lipca 2012

"Widziałeś może Carlotę?"


Hola a todos ! :) Dzisiaj mamy 14 :) Co prawda nudne jak nie wiem co, ale trudno :P Nie wiem co mam więcej pisać, więc zostawiam tak i zapraszam do czytania :)
-----------------------------------------------------------------
*Perspektywa Soledad

Kiedy Carlota wyszła z dziadkiem, ja postanowiłam na spokojnie to wszystko przemyśleć. Tak na prawdę, nie mogę mieć do żadnego z tej dwójki żalu, ponieważ z Marcosem nie jestem, a Dolores nie jest jakąś tam moją przyjaciółką wielką. Bolało mnie to i było to normalne, bo prawdą jest, że niestety zakochałam się w Marcosie. Owszem kochałam też Ivana. Kochałam ich obu. Była tylko między nimi różnica. Ivan odwzajemniał moje uczucie i był przy mnie i ze mną. Marcos - nie. Wniosek nasuwał się sam - zostać przy Ivanie i być z nim szczęśliwą. Przyznam, źle zrobiłam, całując się z Marcosem, ale on z pewnością o tym zapomniał. A ja nie mam zamiaru chwalić się tym na prawo i na lewo, także nikt o tym się nie dowie. Podjęłam więc decyzję o treści - będę zachowywać się tak jakbym nic nie wiedziała i w stosunku do niego jak i do niej być taką jaką byłam wcześniej.
Z moich przemyśleń oderwała mnie pani Lucia, która właśnie weszła do mojego pokoju.
- Przepraszam, że wchodzę, ale pukałam i nikt się nie odzywał - zaczęła i chyba zauważyła, że płakałam, bo po chwili dodała - Oj kochanie ! Co Ci się stało ? - usiadła obok mnie na łóżku i przytuliła mnie jak rodzona mama.
- Właściwie to nic strasznego. Po prostu czasami, kiedy dzieje się wszystko na raz, zaczyna mnie to przerastać i muszę usiąść i popłakać. To wszystko - wyjąśniłam i posłałam jej czuły uśmiech, co ona odwzajemniła.
- Powiem Ci, że to jest najlepsze i jak byłam w Twoim wieku, robiłam to samo.
- Na prawdę ? - spojrzałam na nią zaskoczona.
- Tak. Pamiętam, że nie łatwo też przyszło mi związać się z Guille. Nasze rodziny się nienawidziły. Dopiero kiedy uciekliśmy na tydzień daleko od domów, zrozumieli, że nie dadzą rady nas skłócić. Gdy wróciliśmy nasze rodziny pogodziły się. Musieli się pogodzić z faktem, iż kochamy się i będziemy się kochać, aż do śmierci. A teraz ... Teraz mamy dwóch synów no i .. córkę..
Na wspomnienie o Dolores poczułam ból w sercu, ale cóż mogłam poradzić. Nie wiedziała ona ile dla mnie znaczy Marcos, bo tak jak wszyscy jest pewna, że kocham TYLKO Ivana.
Postanowiłam jednak nie pokazywać żadnych emocji na wspomnienie o Marcosie, a tym bardziej o Dolores.
- Tak. Udało się państwu wygrać. Pomogła Wam miłość i to jest piękne. Teraz macie swoje życie i to teraz Wy jesteście tymi dorosłymi rodzicami. Jak sądzę jesteście państwo inni niż Wasi rodzice ?
- Dokładnie. Jesteśmy wręcz ich przeciwieństwami. Chociaż teraz pewnie nie uwierzysz jak spojrzysz na mojego ojca, że on był kiedyś przeciw temu, abym wyszła za Guillerma...
- Jak każdy ojciec. Boi się o swoją córkę. Dla niego nie jest ważne czy kandydat na męża jego córki będzie królem, pracownikiem czy synem najbogatszego człowieka w Meksyku. Dla niego nie będzie ważne czy on sprawia wrażenie dobrego czy złego. On zawsze będzie się bał o swoją córkę. Taki instynkt ojcowski - odparłam i na ostatnie zdanie obie się zaśmiałyśmy.
- Tak to prawda....
Rozmawiałyśmy sobie jeszcze trochę, dopóki Marcos nie zawołał swojej matki i z nim nie wyszła. A ja, żeby nie siedzieć tu bezczynnie i nie myśleć o tym ciągle, poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ułożyłam włosy i zrobiłam manicure. Na koniec położyłam maseczkę i położyłam się, relaksując się, wypoczywającym ciałem.

*Perspektywa Martina

Po śniadaniu poszedłem do siebie. To co powiedziała mi w nocy Carlota, nie dawało mi spokoju. No bo z jednej strony nie miałaby powodów do kłamstwa. Jednak Lola nie należy do takich, które idą do łóżka z każdym. Poza tym między nią a Marcosem nigdy nic nie było.
Postanowiłem, że wprost zapytam o to Marcosa. Wyszedłem z pokoju i kiedy miałem już pukać do niego, usłyszałem ich rozmowę. Lola mówiła Marcosowi, że nikt nie może dowiedzieć się o ich minionej, razem spędzonej nocy. On zgodził się z nią bez zastanowienia.
Poczułem jak wszystko zaczyna się we mnie gotować. Wkurzony na siebie, że nie uwierzyłem Carlocie, a co więcej posłałem jej pare wyzwisk, postanowiłem poszukać jej i przeprosić ją za to.
Po drodze spotkałem dziadka i zapytałem w prost.
- Widziałeś może Carlotę?
- Tak. Poznałem ją z Frankiem i zabrał on ją na randkę - odparł z uśmiechem na twarzy.
Świadomy tego, że za moment wybuchnę, bez słowa odszedłem od dziadka i wyszedłem z domu. Wsiadłem na konia i ruszyłem w stronę pola, które kiedyś pokazał mi Marcos. Mówił, że kiedy ma jakiś problem albo musi po prostu zostać sam, przyjeżdża tutaj.
Kiedy dojechałem, zsiadłem z konia i położyłem się na polanie. Patrząc w niebo, rozmyślałem nad wszystkim.

5 komentarzy:

  1. Martin to dick! :D ciekawe co teraz cwaniak wymyśli żeby Carlota jakoś mu wybaczyła... ech, no me gusta taka sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  2. haha no i niech on wie, ze jak kobieta mowi cos takiego to nie zmysla hahaha ciekawe jak to sie teraz wyjasni // Eni

    OdpowiedzUsuń
  3. Więc teraz Martin już wie jaka jest prawda. Pewnie żałuje, że wcześniej nie wierzył dziewczynie

    OdpowiedzUsuń
  4. Ósemka na http://niczego-nie-zaluje.blogspot.com/. Serdecznie zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na http://niczego-nie-zaluje.blog.onet.pl/ pojawił się nowy rozdział. Zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń