poniedziałek, 21 maja 2012

- Dios mio.... - Estamos en el cielo ?

Hola :) Dzisiaj jest święto narodowe :D a czemu ? Ponieważ dodaje 1 rozdział na bloggera :P Mam nadzieję, że Wam się spodoba i będziecie chętnie czytać ten jak i kolejna rozdziały :) Miłego czytania kochani :)

------------------------------------------------------------------

* Perspektywa Carloty
Dzisiaj był mój  jak i mojej przyjaciółki, Soledad wielki dzień. Wakacje w Meksyku były naszym marzeniem od zawsze, a właściewie największym marzeniem były one dla Soledad, niewysokiej, ładnej, brązowooka dziewczyny.
Z Soledad przyjaźniłam się od dziecka. Była ona moją najwierniejszą przyjaciółką, której zawsze wszystko mogłam powiedzieć. Mogłam przyjść do niej o 3 rano, a ona zaspana i tak wysłuchałaby mnie, przytuliła i pocieszyła. Jak wcześniej wspomniałam jest to niewysoka, ładna, brązowooka, z figurą w sam raz dziewczyna. Miała ciemne, długie, kręcone włosy i śliczne, proste, białe zęby.
Razem z tatą Soledad i moją mamą i samą Soledad wysiedliśmy z samochodu. Była godzina 7:00. Wszyscy byliśmy bardzo zmęczeni i niewyspani. Jednak gdy uświadamiałam sobie z jakiego powodu tak rano znajduję się na lotnisku od razu zmęcznie znikało z mojej twarzy. O godzinie 8:00 miałyśmy zarezerwowany lot do Meksyku. Dlatego też tata mojej przyjaciółki poszedł odebrać bilety i przy okazjii kupić nam po małej ekspresso z automatu. My natomiast usiadłyśmy sobie w poczekali i z niecierpliwieniem czekałyśmy na kawę i odlot. Kiedy pan Sanchez wrócił, podał nam kubeczki i bilety, po czym sam usiadł obok i pił czarną kawę.
- Będę się martwił, ale wiem, że będziesz w dobrych rękach córeczko - powiedział z niespokojnym uśmiechem jej tata.
- Tatusiu, nie bój się wszystko będzie dobrze - uśmiechnęła się ciepło Soledad i pocałowała tatę w policzek.
- Nie chcę przerywać tych pięknych chwil, ale powinnyśmy się zbierać. Dochodzi 7:40 - wtrąciłam się ze słodkim głosikiem.
- No to lecimy - odparła Soledad i po chwili wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Zaczęliśmy się zbierać. Zanim przeszłyśmy przez bramki, pożegnałyśmy się z rodzicami i poszłyśmy w stronę samolotu...

*Perspektywa Soledad
Gdy wsiadłyśmy do samolotu, ogarnął nas strach. Na szczęście lot był bezpieczny i po 10 godzinach byłyśmy już z walizkami na lotnisku w Mexico City. Od razu naszym oczom ukazało się dwóch, wysokich mężczyzn. Jeden z nich był wysoki, młody i bardzo przystojny. Miał ciemne, brązowe włosy, małe, czekoladowe oczy.Wyglądał na jakieś ok. 27 lat. Był ubrany w białą koszulkę, co świetnie kontrastowało z jego śniadą cerą, białe, krótkie spodenki, dzięki którym było widać jego dojrzałe, owłosione i umięśnione nogi. Na nogach miał szare eleganckie buty. Z daleka można było stwierdzić, że ma zjebany humor. Drugi mężczyzna był jego przeciwieństwem. Uśmiechnięty od ucha do ucha. Starszy od niego nóż, widelec o 20 lat. Również miał czekoladowe. Miał siwo-brązowe włosy. Miał na sobie biało- czarną koszulę z krótkim rękawkiem, czarne spodnie kowbojskie i czarne eleganckie buty. Obaj byli dobrze zbudowani. Nagle luźnym krokiem, kierowali się w naszą stronę. Spojrzałam na Carlotę, a ona na mnie.
- Witam moje panie - powitał nas starszy mężczyzna - Jestem Guillermo Rodriguez, a to mój starszy syn Marcos. Ten pokiwał tylko głową. Ani się nie odezwał ani nawet ręki nie podał.
- Przepraszam, że zwracam uwagę, ale kultura osobista wymaga chociaż podania ręki - powiedziała surowym głosem patrząc Marcosowi prosto w oczy.
- Kultura osobista wymaga również nie wtykania nosa tam gdzie go nie potrzeba - odparł obojętnym głosem chłopak.
- Chyba przeprosiłam prawda, ma pan niedosłuch ?? - zapytała poddenerwowana tą wymianą zdań.
- To nie Twoja sprawa, więc proszę po raz kolejny nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy.
Senor Rodriguez i Carlota patrzyli tylko na nich tak jakby chcieli wybuchnać zaraz śmiechem. Co raz wymieniali spojrzenia i uśmiechali się potajemnie, aby towarzysznie nie zauważyli, że ich ta sytuacja śmieszy.
- Czy nie umie pan zmieniać płyt, gdy te zaczynają się zacinać ?? - zapytała ripostycznie.
- Może i umiem, a może i nie. Wybacz, ale nie mam zamiaru z kimś takim jak Ty dyskutować. Mam lepsze zajęcia - odparł po czym odwrócił się w stronę reszty towarzyszy i zapytał - To co jedziemy ??
- Jedziemy - odpowiedział krótko pan Rodrigez.
*Narrator
Ruszyli w stronę ciemno-szarego BMW Concept CS. Soledad jak i Carlocie oczy wyszły na wierzch. Kiedy podeszły do niego, Marcos wziął nasze bagaże, zapakował je w bagażniku po czym otworzył tylne drzwi przyjaciółkom. Następnie wsiadł za kierownicą i ruszył w stronę domu. Przez całą drogę Marcos i Carlota nie odzywali się. Natomiast Soledad prowadziła bardzo ciekawą rozmowę ze straszym Rodriguezem. Rozmawiali o tym jak to jest mieszkać w Meksyku. Dziewczyna stwierdziła, że od dziecka pragnęła tu przyjechać.
- To co zostajesz w Meskyku na zawsze ? - rzucił znienacka Marcos. Wszystkie oczy zwróciły się ku niemu.
- Chciałabym ... - rozmarzyła się Soledad po czym dodała - Gdybym miała taką możliwość zostałabym. Chociaż w sumie jak sobie myślę, że miałabym pana spotkać gdzieś po drodze ...
- Widziałabyś mnie codziennie. Chyba nie jesteś na tyle głupia, żeby od razu szukać sobie włanego mieszkania. Poza tym znając moją mamę, tatę i dziadka zostałabyś zmuszona do zostania na naszej hacjendzie - przerwał jej nagle Marcos po czym wjechał na teren, który dziewczynom wydaławał się być rajem.
- Dios mio.... - wyszeptała Soledad
- Estamos en el cielo ? - zapytała Carlota zapatrzona w piękną hacjendę.
Hacjenda była duża, bardzo zadbana jak i zapracowana. Wokół chodziło pełno kowboi. Na samym wjeździe był widoczny duży dom. Był piękny, piętrowy z różnymi kolorami różu - ciemny, jasny. Z prawej strony było widać wejście do stajni. Po lewej stały dwa samochodu, czerwony Ferrari 458 Italia i srebrny Mercedes-Benz SLR McLaren.

------------------------------------------------------------------
Za wszelkie błędy przepraszam :( Jak ma się wenę pisze się nie zważając na błędy, a tego nie sprawdzałam później, także wybaczcie :) Miłego wieczoru życzę kochani :) 
Ps. Co do rozdziałów, najprawdopodobniej będę dodawała je raz lub dwa razy w tygodniu. W poniedziałek i w piątek lub w sam poniedziałek :) 
Hasta Luego :)

4 komentarze:

  1. ha i mamy pierwszy rozdział;d i bedzie impreza haha bo jada do Meksyku haha;d i wiesz co? wczesniej pisalam kolezance - wsiadlabym do pociagu jak zobaczylam moich ciolkow na dworcu... a teraz mam ochote uciec gdzies z Polski samolotem haha;d oj zle ze mna, zle;d

    OdpowiedzUsuń
  2. Już wiem, że nie będę przepadała za Marcosem, za to obie dziewczyny oceniam bardzo pozytywnie. Ciekawe co będzie działo się w Meksyku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh :D zawsze robię za**stą obsadę ;p i zawsze czytelnicy nie trawią głównego bohatera (cz. męska) ;p

      Usuń
  3. najlepsze jest "..że ma zjebany humor" hahah! Marcos jest gópi :< oby był inny w next rozdziałach :D czeeeekam z niecierpliwością! ♥

    OdpowiedzUsuń