czwartek, 31 maja 2012

- Ja się Ciebie nie czepiam ! Odczep Ty się w końcu ode mnie ! [...]

Hola a todos :) Dzisiaj mamy dzień dziecka, a ja w szkole mam bal :P Najpierw oczywiście musimy zatańczyć poloneza, którego nie widzę w mojej sukience i butach (10 cm obcas ;p). Mam nadzieję, że będę dobrze się bawić. Jak również mam nadzieję, że i Wy miło spędzicie ten dzień. Jakby nie patrzeć, chociażby dla samych rodziców, w każdym wieku jesteśmy dziećmi tylko starszymi :) Tak więc życzę Wam wszystkiego najlepszego z okazjii dnia dziecka :) A teraz zostawiam Was z rozdziałem, który osobiście mi się NIE podoba :) Komentujcie skarby ;* Hasta luego amigos :))
----------------------------------------------------------------------------

*Perspektywa Soledad
Właśnie wracaliśmy do hacjendy z naszej długiej przejażdżki, gdy z domu wyszła pani Rodriguez. Uśmiechnięta od ucha do ucha jak zawsze, krzyczała coś w naszą stronę. Nie było jednak słychać co krzyczała, ponieważ na podwórzu było pełno kowbojskich pracowników, którzy bardzo sprawnie jak i hałaśliwie wykonywali swoje obowiązki. Marcos wjechał koniem do stajni, a ja udałam się w stronę jego mamy.
- Moja kochana jak przejażdżka się udała ?
- Było bardzo ... miło jeździć na tym cudownym koniu - odparłam nie wiedząc co powiedzieć.
Ona uśmiechnęła się tylko i zapytała.
- A czy mój syn był uprzejmy w stosunku do Ciebie ?
Z początku nie wiedziałam co powiedzieć. Czy pogrążyć go i powiedzieć, że był nie miły i przy tym kłamać czy może powiedzieć prawdę, że nie mam mu nic do zarzucenia i przy tym mówiąc prawdę ?
Postanowiłam jednak powiedzieć prawdę, ponieważ kłamstwo zawsze wychodzi na jaw. Poza tym nie chciałabym w sumie, żeby miał problemy w domu.
- Nie, nie mam żadnych zastrzeżeń w stosunku do pani syna....
- To się bardzo cieszę - odparła przy czym uśmiechnęła się miło.
Nagle poczułam, że jakaś dość duża postać wyłania się zza moich pleców. Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyzne. Miał on około 190 cm wzrostu, latynoską karnację, jak przystało na kowboja w tych rejonach, ciemne duże oczy, niczym gorzka czekolada, piękne, białe zęby, które pokazywał za pomocą szerokiego uśmiechu i kowbojski stroj. A mianowicie kraciastą koszulę, dżinsy i brązowy kapelusz, a także buty z ostrogami. Musiałam przyznać. Był bardzo przystojny.
- Buenas tardes, seniora Rodriguez - powiedział męskim, pewnym głosem.
- Buenas tardes, Ivan. Co Cię do nas sprawadza ? - zapytała przyjaznym głosem.
- Przejeżdzałem obok i postanowiłem zajrzeć do moich ulubionych sąsiadów - odpowiedział i uśmiechnął się szczerze i szeroko.
- Bez przesa....
- Przepraszam ! - przerwał jej w pół słowie - Jesteście państwo dla mnie jak rodzina. Wychowywała mnie pani przez 5 lat, kiedy moi rodzicie musieli wyjechać, więc proszę bardzo nie mówić mi, że przesadzam - dokończył pewnym i nieżartobliwym głosem mężczyzna.
- No dobrze, juz dobrze - pani Rodriguez uśmiechnęła się po czym dodała - A to jest nasza nowa podopieczna, Soledad.
Przedstawiła mnie, a młody mężczyzna złapał mnie delikatnie za dłoń, po czym zbliżył ją do swoich warg.
- Niezmiernie mi miło panienkę poznać. Jestem Iván Domínguez López. Jestem bliskim sąsiadem rodziny państwa Rodriguez.
- Mi też jest bardzo miło. Jestem Soledad....
Nie zdąrzyłam nic więcej odpowiedzieć, bo nagle ni stąd ni zowąd pojawił się obok nas Marcos. Ivan powoli puścił moją dłoń i spojrzał na drugiego mężczyznę, stojącego obok pani Rodriguez.
- Ooo ! Kogo ja tu widzę ! Ivan, co Cię do nas sprowadza ? - uścisnęli sobie dłonie i uśmiechnęli się do siebie nawzajem.
- Ta piękność która stoi tutaj - odparł i spojrzał na mnie.
Poczułam nagle jak się czerwienię i zdołałam tylko powiedzieć.
- Jaka znowu piękność .... ?
- Ah taaaak ! Poznałeś już Soledad ? - spytał dziwnym, obcym tonem Marcos.
- Owszem i nigdy w zyciu tego wydarzenia nie pożałuję - odparł trzymając ton uroczego i miłego faceta.
Na tą odpowiedź uśmiechnęłam się tylko, lecz w głębi czułam, że atmosfera robi się trochę spięta.
- Pożyjemy, zobaczymy - krótko i beznamiętnie odparł po czym dodał - Tylko nie zakochuj się, stary. Ona nie jest stąd, a na całe życie tu nie przyjechała.
- Tego pan nie wie ! - oburzyłam się lekko, lecz po chwili znów wróciłam do normalnego tonu głosu - Skąd pan wie ? Może znajdę tu tą prawdziwą miłość i zostanę tu na zawsze ...
- Prawdziwa miłość nie istnieje - zaprotestował dość normalnym tonem Marcos.
- Dzieci ! Dzieci, przestańcie się już kłócić - wtrąciła się mama Marcosa - Czy Wy zawsze musicie się kłócić?
- Mamo, to nie moja wina, że Twoja podopieczna jest taka naiwna.
- Ja ?! Naiwna ?! To pan chyba nie wie co to znaczy marzenia ! W takim razie nie jest pan także istotą ludzką, ponieważ każdy człowiek ma swoje marzenia, cele, drogi. A pan jak widać ich nie ma. Przykro mi z tego powodu, ale nie musi pan czepiać się mnie !
- Ja się Ciebie nie czepiam ! Odczep Ty się w końcu ode mnie ! Łazisz za mną jak jakaś małolata, którą właściwie jesteś i myślisz, że co, że wskoczysz mi do łóżka ?!
- Marcos ! Natychmiast przeproś Soled...
- Nie ! - przerwałam w pół słowie pani Rodriguez i dodałam, choć czułam, że łzy napływają mi do oczu - Skoro .... pani syn tak uważa .... - przełykałam tylko co raz ślinę i trzymałam na tyle długo łzy, aby nie dać satysfakcji Marcosowi - że taka .... że taka jestem ... To niech sobie tak uważa .... Przepraszam, pani wybaczy - i zwróciłam się do pani domu - Wybacz Ivanie - i odkręciłam głowę ku Ivanowi - jestem bardzo zmęczona.... Chciałabym się położyć.
Odeszłam nie czekając na żadną odpowiedź z ich strony. Gdy znalazłam się zza drzwiami, pobiegłam czym prędzej do pokóju, zamknęłam się i wybuchłam gromkim płaczem. Nie wiedziełam czemu zabolały mnie tak jego słowa, bo zabolały - do głębi. Płakałam, mając w głowie cały czas to samo zdanie "Łazisz za mną jak jakaś małolata, którą właściwie jesteś i myślisz, że co, że wskoczysz mi do łóżka ?!". Płakałam przez jakieś pół godziny po czym odpłynęłam do krainy snów ....

* Perspektywa Marcosa
Gdy mała poleciała do domu, nie obeszło mi się bez awantury ze strony matki .... Jak i Ivana ? Było dla mnie bardzo dziwne, że Ivan zamiast bronić mnie lub śmiać się z całej sytuacji, stanął po stronie mojej rodzicielki i robił mi wyrzuty, że nie miałem podstaw gadać takich głupot. Na co ja odpowiedziałem mu, że zna tą dziewczynę dopiero pół godziny, a już wie jaka jest ? Ja ją znam cały dzień i wystarczająco ją poznałem. Przy czym wtrąciła się ponownie moja mama i stwierdziła, że jest mną zawiedziona i nie wiedziała, że brak mi empatii. Nie mogąc tego dłużej wysłuchiwać, odszedłem od nich, dosiadłem konia, którym jeszcze pół godziny temu jeździłem z Soledad, po czym odejchałem czym prędzej i wróciłem tam, gdzie zabrałem tą małą dzikuskę.
Jechałem szybko i sprawnie, więc zajęło mi to około 5 minut. Zsiadłem z konia, przywiązałem go do pachołka, który stał, wbity w ziemię i poszedłem kilka metrów dalej. Zdjąłem kapelusz, położyłem się na trawie i patrzyłem w niego. Myślami cały czas byłem z moich zachowaniem w stosunku do małej. Tak na prawdę to nie wiem czemu tak powiedziałem. Może dlatego, że nie chciałem, aby jakaś mała europejka weszła mi na głowę. Może dlatego, że kiedy zobaczyłem ją i Ivana, który całuje jej rękę, poczułem, nie wiedzieć czemu, ogarniającą mnie złość. A może dlatego, że po prostu było mi to łatwiej powiedzieć niż przyznać jej rację, że czasami się jej czepiam. Nie wiem ! Nie mam pojęcia ! Wiem jednak jedno. Nikt poza mną nie może znać powodów mojego zachowania ani nawet założeniowych przyczyn.
Kiedy już nie wiedziałem co mam dalej myśleć, wstałem, wsiadłem na konia i pojechałem do baru Alaska. Moim celem, którego rzekomo nie mam według mądrej Soledad, było zapomnienie o problemach przy dużym, zimnym piwie. Szczególnie o problemie, który od początku dnia jest największym w moim dotychczasownym życiu - o Soledad.

4 komentarze:

  1. a wiec again;d postaram sie sobie przypomniec co ja tam napisalam w poprzednim.. ale aaa! pisalam, ze imie ivan mi sie zawsze kojarzy z serialem internat i nie wiem dlaczego i pisalam o tym, ze teraz kolej na 2 pare i ze to co powiedzial to zle zrobil haha;d i nie dziwie sie, ze inni na niego naskoczyli... cos takiego bylo;d ENI

    OdpowiedzUsuń
  2. Pojawił się Ivan... Hmn... Wydaję się spoko, takie przynajmniej odniosłam pierwsze wrażenie. Za to Marcos znów mnie wkurzył. Naskoczył na dziewczynę choć nie miał powodu

    OdpowiedzUsuń
  3. Marcos jest powalony, denerwuje mnie jego zachowanie -.- jak można być takim chamem :< ciekwe co Ivan będzie robił w next rozdziałach... ;D kocham Cię i czekam <3

    OdpowiedzUsuń