piątek, 25 maja 2012
- Na pewno ?
Hola a todos :) Como estais ? Dzisiaj mamy drugi rozdział :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba hee :D Czekam na komentarze :) Nie będę pisała już na zakończenie także mówię teraz, hasta luego :) Entonces empezamos :)
-----------------------------------------------------------------------------
*Perspektywa Carloty
Gdy wysiadłyśmy, z domu wyszła niewysoka kobieta, ubrana w jeansową spódnicę i bluzkę z rozszerzanymi rękawami. Miała piękne, krótkie, falujące, ciemne włosy, ciemne oczy, pełne usta i trochę zmarszczek pod oczami. Szła w naszą stronę uśmiechnięta od ucha do ucha. Na dodatek pchała wózek ze starszym panem również uśmiechniętym ciepło i szczerze. Miał mundur żołnierki na sobie, siwe włosy, ciemne oczy i przemiły uśmiech. Za nimi wyszła młoda, szczupła, nie wysoka z ciemnymi, dużymi oczami, spiętymi brąz włosami i długimi, ładnymi nogami (jak sądzić po fartuszku) pokojówka. Również prezentowała się miło. Na końcu wyszedł nie wysoki, ale także nie niski, z niebieskimi oczami, jasno-brązową czupryną roztarganą na wszystkie strony, chłopak. Nie uśmiechał się, ale można było strwierdzić, że jest przeciwieństwem Marcosa. Był przystojny, elegancko ubrany - w czarną koszulę, jasne (eqri) spodnie i czarne, eleganckie buty. Wyglądał jak Bóg sexu - pomyślałam. Nie ! Nie ! Nie wolno Ci tak myśleć ! - odrzuciła od siebie tę myśl.
- Hola ninas ! - krzyknęła zachwycona i powitała nas ciepłym uściskiem i buziakami w policzki - Soy Lucia. Jestem żoną Guillerma, mamą Marcosa i stojącego za mną Martina oraz córką oto tego uroczego dziadka.
- Buenas tardes senora - jak jeden brat odpowiedziałyśmy i uśmiechnęłyśmy się miło.
- Buenas tardes muchachas, ay que guapas - przywitał nas dziadek - Witamy w naszych skromnych progach. Zapraszamy na obiad.
- Muchas gracias. Szczerze mówiąć jesteśmy bardzo głodne - odparła Soledad.
- Nie widać, żebyś lubiała dużo jeść ... - wtrącił się Marcos.
- Bo nie lubię jeść za trzech, czego nie można powiedzieć o panu - odpowiedziała mu dziewczyna. Reszta tylko się zaśmiała pod nosem.
- Zaraz po moim ojcu jestem głową rodziny ! Muszę być silny i mieć siłę na obronę hacjendy gdy przyjdzie taka potrzeba.
- Przestańcie się już droczyć ! Choćmy coś zjeść - wtrącił się Martin i ruszył w stronę domu. Reszta poszła w jego ślady.
*Narrator
Kucharki podały obiad i wszyscy w ciszy zaczęli jeść. Nagle tą długą ciszę przerwał Martin.
- Po obiedzie oprowadzę Was po domu i pokażę Wasze pokoje, jeżeli oczywiście nie będziecie miały nic przeciwko, moje panie.
- Będzie nam bardzo miło - odparła miło Soledad.
- Tak... Będzie nam bardzo miło ... - dodała niepewna, lecz uśmiechnięta Carlota.
Chłopak zauważył, że tej pięknej, młodej i słodkiej dziewczynie nie do końca podoba się ten pomysł. Z niewiadomego powodu zrobiło mu się miło na sercu. A gdy spojrzał w jej piękne niebieskie oczy, poczuł ukłucie w sercu .... miłe ukłucie. Nie wiedział co się z nim dzieje, ale wiedział jedno. Musi uważać na tę cudowną istotę.
- To może Ty, braciszku oprowadzisz panienkę Carlotę, a ja panienkę Soledad ? Wydaje mi się, że tak będzie lepiej - wtrącił Marcos. Brat chciał kategorycznie odmówić. Nie chciał dopuścić do tego, aby zostać sam na sam z Carlotą. Jednak zanim zdołał coś powiedzieć, wtrąciła się matka mężczyzn.
- Tak. To świetny pomysł. Poznacie się lepiej. Potem możecie jechać na przejażdżkę konną ...
- Przykro mi, lecz ja nie umiem jeździć konno - wtrąciła szybko Soledad. Chciała spędzać jak najmniej czasu ze starszym synem Rodriguezów.
- To Marcos Cię nauczy - wtrącił najstarszy Rodriguez. Spojrzał na syna i dodał - Prawda ?!
- Oczywiście. Może dzisiaj panienkę przewiozę na koniu, a od jutra zaczniemy naukę, co pani na to ?
- No nie wiem .... czy to dobry ...
- Ależ kochanie, oczywiście, że to bardzo dobry pomysł - wtrąciła pani Rodriguez po czym pogłaskała rękę dziewczyny.
- No dobrze - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Ja bardzo przepraszam, ale ja dzisiaj nie mam ochoty na jazdę konną ... - zaczęła Carlota
- To może Martin pokaże Ci nasz piękny ogród, gdzie rosną piekne tulipany, kolorowe róże i pachnące konwalie ? Co Ty na to synu ? - odparł dziadek.
- Z przyjemnąścią - uśmiechnął się, ale po jego oczach było widać, że nie jest mu to na rękę.
- Ale nie chciałabym panu zawracać ...
- Tylko nie panu ! Jestem Martin. Nie jestem taki stary jak mój brat, żeby mówić do mnie na pan. Poza tym nie będziesz mi zawracać głowy.
- No dobrze. To po obejrzeniu domu pójdziemy obejrzeć ogród tak?
- Oczywiście.
*Perspektywa Soledad
Gdy wszyscy skończyliśmy jeść obiad. Marcos zaprosił mnie do oglądania domu. Był dla mnie nie przyjemny, ale klase miał. Państwo Rodrigez bardzo dobrze wychowali swoich synów. Ja na ich miejscu byłabym dumna z takich dzieci. Nie da się ukryć, że oni też są z nich dumni.
- Więc jadalnie widziałaś. To jest salon - i w tym momencie wprowadził mnie do dużego pomieszczenia, gdzie na środku był nie duży i nie wysoki stolik a wokół niego dwie kanapy i dwa fotele. Nie daleko, przy ścianie stał duży kominek. Obok były okna z pięknymi jasnymi firankami. Pomieszczenie było dość duże, ale bardzo przytulne. Ściany były pomalowane w kolorze ecru. - Możesz korzystać z salony jak i z całego domu 24 na dobe.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. Postaramy się po prostu nie wchodzić sobie w drogę i oboje jakoś przeżyjemy Twój pobyt tutaj.
I tutaj mnie trafił. Zabolało mnie to, lecz postanowiłam nie dać za wygraną i powiedzieć mu co o tym sądzę.
- Również mam taką nadzieję, ponieważ oglądanie pana nie było by miłe. Byloby wręcz koszmarne - i uśmiechnęłam się irytująco.
- Chodźmy dalej - odwrócił się i poszedł, a ja za nim.
Przez ten cały czas pokazywał mi wszystko od piwnicy po strych. Na końcu pokazał mi mój pokój. Był piekny, nie duży i ładnie urządony. Przy łóżku stały dwa stoliki nocne. Na jednym lampka, a na drugim telefon. Przed moim łóżkiem stały moje walizki. Była również szafa, która z pewnością pomieściłaby i moje rzeczy jak i rzeczy Carloty. Były również drzwi do łazienki.
- Masz własną łazienkę jak coś, a telefon po to gdybyś czegoś potrzebowała. Na telefonie masz przyklejoną kartkę po jakim numerkiem jest kto.... Ja jestem po jedynką.
- Czemu ?
- Gdybym ja to wiedział.
- Aha. No tak przecież to nie pan to ustawiał. Głupie pytanie.
- Tak bardzo głupie.
- No dobrze to już wszystko, tak ?
- Tak czy chcesz coś jeszcze wiedzieć ?
- Nie już się wszystko dowiedziałam czego chciałam.
Zabrzmiało to trochę dwu znacznie, ale nie przejęłam się tym tak bardzo.
- Za godzinę przejażdżka koniem, pamiętasz ?
- Eh... taaaak .. Pamiętam - odparłam z niechęcią. Jednak jak przystało uśmiechnęłam się.
- Czyżbyś nie chciała ze mną spędzić więcej czasu ? - zapytał pewny siebie
- Cóż pana osoba mnie nie interesuje, więc w sumie to obojętne.
- Na pewno ?
Ledwo zdąrzyłam się zorientować i już stał przy mnie. Stał tak blisko, że czułam zapach jego wody kolońskiej i tego męskiego zapachu. Zabrakło mi tchu, lecz starałam się tego nie okazywać. Nie wiedziałam co się w tym momencie ze mną dzieje, ale na pewno nie było to normalne. Nie mogłam nawet wydusić z siebie żadnego słowa.
- Na pewno ?
Zapytał ponownie zbliżając swoje wargi do moich. W końcu wróciłam do świata żywych i odepchnęłam go.
- Tak na pewno ! A teraz proszę wyjść, bo chciałabym się przebrać.
- Oczywiście. Hasta la vista.
- Hasta luego senor.
I zniknął za drzwiami. Opadłam na łóżko, ponieważ nie mogłam dłużej utrzymac się na nogach. To co przed chwilą mnie spotkało to było, to było coś ... tragicznego, ale także przyjemnego i podniecającego. Gdy się uspokoiłam poszłam wziąć szybki prysznic. Po wyjściu wysuszyłam włosy, zrobiłam lekki makijaż, aby nie było widać moich zaróżownionych policzków i ubrałam się tak jak przystało w takim miejscu. Nie miałam takich ubrań, ale gdy otworzyłam wcześniej szafę, zobaczyłam strój dla kowbojki. Bardzo mi się on spodobał. Zawsze podobały mi się te klimaty. Tak więc ubrałam się, zrobiłam kucyka i gdy właśnie miałam wychodzić, ktoś zapukał do drzwi.
- Adelante !
W drzwiach stanął Marcos. Wyglądał zabujczo. Miał białą koszulę rozpiętą do połówy, długie jeansy, buty kowbojskie i kapelusz. Prawdziwy kowboj.
- Gotowa ?
- Tak, właśnie miałam wychodzić.
- A więc zapraszam - przepuścił mnie w drzwiach i zeszliśmy na dół, aby iść do stajni po konia.
Gdy wyszłam na werandę. Zobaczyłam czarnego jak węgiel konia z pięknymi oczami.
- Dios ! Que bonito caballo !
- Prawda ?
- O taaaak.
Marcos wsiadł na konia po czym jedną ręką uniusł mnie ku górze i posadził przed sobą. Znów czułam zapach tej cudownej wody kolońskiej jak i ten jego męski zapach. Pokazał mi czego mam się trzymać po czym sam złapał się tego tym samy objął mnie od tyłu.
- Wygodnie ? - zapytał, a gdy mówił, czułam jego oddech na swojej szyi.
- Tak, tak.
- No to ruszamy.
I pojechaliśmy.....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
no i mamy 2;d i mamy przyjazd do hasjendy haha;d kiedys tak nazwalam swoj dom a i tak niemca nie przyjelam z wymiany haha;d i koniec - bleh;p mi sie one kojarza jedynie z smierdzacymi zwierzakami na rynku hahaha;d wiec mnie do nich nikt nie przekona;d nawet przystojniak;p Eni
OdpowiedzUsuńtylko tak mówisz :D
UsuńUuu... Czyżby nam się w najbliższych rozdziałach szykował wątek miłosny. Widać, że dziewczyną się podoba w nowym miejscu. Czekam na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuńzapraszam na nowy rozdział poki-jestesmy-mlodzi.blogspot.com
Usuńach takie sceny uwielbiam :D ciekawe co dalej będzie na przejażdżce... ;D czekam na następny rozdział z niecierpliwością, jak zawsze!
OdpowiedzUsuń