poniedziałek, 2 lipca 2012
"- Hej mamo."
Hola a todos ! Brawo ! Hiszpania wygrała Euro :) Mój mąż ślicznie bronił hue hue <3 Jestem zadowolona z Euro. Wynikiem zaskoczona dosyć i pewnie nie ja jedna. Teraz czekamy 2 lata na mistrzostwa świata :D Obstawiam Hiszpanię hehe ;p No dobrze kochani zostawiam Was z 11 :) Miłego czytania :) Komentujcie :)
-------------------------------------------------------------------------
*Perspektywa Carloty
Minął tydzień od czasu przyjazdu tej ladacznicy. Na każdym kroku sprzeczałyśmy się, a raz nawet doszło do rękoczynów. Miałam serdecznie dosyć tej kobiety.
Na dodatek nie mogłam zapomnieć o tym co zobaczyłam w ostatnią sobotę, kiedy zawitałam do sypialni Martina. Bolało mnie to niemiłosiernie. Dopiero teraz zrozumiałam, że zależy mi na nim i to bardzo. Miałam nie dopuścić do tego, aby coś do niego poczuć, ale to było silniejsze ode mnie.
Kiedy oderwałam się od wszystkich moich myśli apropo Martina, zorientowałam się, że jest ósma rano. Miałam jeszcze godzinkę czasu do śniadania. Postanowiłam, więc zadzwonić do mamy. Kiedy po drugiej stronie usłyszałam jej słodki głos, od razu rzuciłam.
- Hej mamo.
- Kochanie! Jak miło, że dzwonisz. Jak się bawisz ?
- Świetnie.
Skłamałam. Nie mogłam jej przecież powiedzieć, że zakochałam się w facecie o 7 lat starszym ode mnie. A na dodatek jego kuzynka sypia z nim.
- To bardzo się cieszę.
- No. A co tam u Was ciekawego słychać?
- Też dobrze. Tata Cię pozdrawia.
- Dziękuję bardzo. Także go pozdrów.
- Dobrze. Kochanie nie nabijaj sobie. Pozdrów Soledad i resztę rodziny i zadzwoń za kilka dni jak będziesz miała chwilę. Miłego dnia.
- Dobrze mamo. Na pewno zadzwonię. Kocham Was. Do usłyszenia - i rozłączyłam się.
Poszłam pod prysznic po czym ubrałam sie i poszłam do pokoju mojej przyjaciółki. Zapukałam do drzwi i kiedy usłyszałam "adelante!", weszłam do środka.
- Cześć skarbie - rzuciłam na powitanie.
- No hej hej kochana. Jak tam ? - zapytała rozpromieniona, malując sobie paznokcie na bezbarwny kolor.
- A dobrze. Dzwoniłam do mamy niedawno. Masz pozdrowienia od moich rodziców.
- Dziękuję bardzo. Ja też powinnam zadzwonić - oparła i po chwili zastanowienia rzuciła.
Gawędziłyśmy jeszcze chwilę i zeszłyśmy na śniadanie. Po śniadaniu poszłyśmy się przejść po okolicy. Jak to my - robiłysmy zdjęcia, śmiałyśmy się, wspominałyśmy, plotkowałyśmy. I tak do powrotu. Kiedy wróciłysmy, zdąrzyłyśmy tylko umyć się i odpocząć chwilę i zaraz schodziłyśmy na obiad. Po obiedzie rozstałysmy się. Ja poszłam do pokoju, a ona poszła przejść się po hacjendzie.
*Perspektywa Loli
Odkąd tu przyjechałam i zobaczyłam tą gówniarę, od razu zaczęło się we mnie gotować. Czasami też słyszałam, że między nią a Martinem jest jakaś chemia. Nie podobało mi się to bardzo i nie mam najmniejszego zamiaru pozwolić na to, aby było coś więcej między nimi. Poza tym co ona ma do zaoferowania ? Pff lalki Barbie ? Hahaha ! Ja przynajmniej mam kobiece kształty. Nie to co ta mała lala. Nie polubiłyśmy się i cała hacjenda od razu to zauważyła. Raz doszło także do rękoczynów i Martin z Marcosem musieli nas rozdzielać. Oczywiście tak oczerniłam tą sukę, że Martin stanął po mojej stronie. Marcos jak to Marcos. Co go nie dotyczyło to się nie mieszał.
Jednak muszę przyznać, że polubiłam Soledad. Wiadome było, że nigdy nie będziemy się świetnie dogadywać jako, że Carlota jest jej najlepszą przyjaciółką i ja to szanowałam. Oczywiście Soledad nie rzucała się na mnie i nie wyzywała mnie. Nie wiem co robiła za plecami, ale w moim towarzystwie była całkiem miła. W sumie ma rację. Po co ma sobie problemy robić. Z tego co się zorientowałam to jest z Ivanem, który jeszcze niedawno był szkrabem, bawiącym się z nami w piaskownicy. Ależ ten czas szybko leci. Natomiast wracając do Soledad, zauważyłam, że jest coś - może nie chciane, ale jest - pomiędzy nią a Marcosem. Czuć było, że żywili do siebie niechęć, ale taką niechęć, w której była i fizyka i chemia. Ale co ja się będę mieszać. Ona nie miesza się w moje życie i ja nie zamierzam także w jej życie włazić. Pamiętam też, że tego samego dnia, kiedy pobiłam się z Carlotą, przyszła do mnie do pokoju. Na spokojnie jak normalny człowiek próbowała uspokoić napięcie, które było pomiędzy mną a Carlotą. Powiedziała, że rozmawiała już ze swoja przyjaciółką i także z nią nie jest łatwo. Jednak nie ładnie to będzie wyglądać jak wszystkie hacjendy do okoła dowiedzą się, że tu jakaś przemoc domowa jest. A żadna z nas nie chce oczerniać tej wspaniałej rodziny. Tak więc poszłyśmy do Carloty, aby z we trzy to załatwić. Oczywiście Soledad stała pomiędzy nami, abyśmy nie rzuciły się na siebie. Zrozumiałe było, że się nie pogodzimy, ale tak jak zaproponowała Soledad - nie bić się, nie robić awantur na cały dom i całą hacjendę. Jeżeli mamy jakiś problem to do jednej do pokoju i tak się kłócić. Bo co jak co, ale nikt nie ma ochoty słuchać wulgaryzmów jakie przeciwko sobie wystawiamy. Po spotkaniu każda poszła w swoją stronę, aby odpocząć po dzisiejszych emocjach i wrażeniach.
Nie miałam już siły nad tym wszystkiem myśleć. Postanowiłam przespać się godzinkę, a potem szykować się na obiad.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Lola... ech nie lubię puty, żadna to nowość. a next nie mogę się oczywiście doczekać ♥
OdpowiedzUsuńuuu dziewczyny się nie polubiły... zresztą zawsze tak jest, gdy chodzi o jakiegoś chłopaka. Do następnego:)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCześć.
OdpowiedzUsuńNa wstępnie wspomnę, że bardzo podobają mi się opisy bohaterów, tzn. forma cytatów. Twoje opowiadanie jest wciągające, bardzo dobrze opisujesz wszystkie zajścia miedzy bohaterami, łatwo się wczuć w to wszystko. Nie łatwo tego dokonać!
Miłych wakacji, oby tak dalej i do następnego rozdziału, o.
A tymczasem pozdrawiam i zapraszam do siebie ~ mistaken-heart.blogspot.com
Na http://niczego-nie-zaluje.blogspot.com/ pojawił się piąty rozdział. Serdecznie zapraszam! :)
OdpowiedzUsuń