poniedziałek, 4 czerwca 2012
- Dobry Boże ! Synu, jak Ty wyglądasz ?!
Hola a todos. Hm za dobrego humoru nie mam, bo mam problemy w przyjaźni, tak więc energią nie tryskam. Jednak rozdział dodałam, a wszystko specjalnie dla Was :) Musze trochę nadrobić, bo mam już tylko 4 rozdziały do przodu. Niestety, przez te problemy mam brak weny :(( Postaram się jednak nadgonić wszystko. A teraz zapraszam na 5 :D
------------------------------------------------------------------------------------------
*Perspektywa Carloty
Siedziałam w pokoju do godziny kolacji. Kolacja miała się zacząć o 19. Dlatego też o 18:55 poszłam do toalety, umyłam twarzy i ręce po czym zeszłam na dół do jadalni. Tam siedziała już pani Lucia i jej ojciec pan Erick.
- Dobry wieczór - uśmiechnęłam się przyjaźnie, kiedy siadałam do stołu.
- Dobry wieczór dziecinko - odwzajemniła powitanie również posyłając mi uśmiech.
- Skarbie, całe popołudnie przesiedziałaś w pokoju. Coś się stało ? - zapytał nagle dziadek, siedzący obok mnie, łapiąc mnie za dłoń.
- Tato ! - wtrąciła się pani domu - To chyba nie Twoja sprawa co skłoniło do tego Carlotę.
- Może i nie moja, ale zapytać można - i spojrzał pytająco na mnie.
- Ależ oczywiście - uśmiechnęłam się miło i kontynuowałam - Po prostu źle się czułam i byłam trochę zmęczona i chciałam się po prostu położyć. Poza tymi przyczynami nic mi nie jest - ponownie się uśmiechnęłam, na co oboje ten uśmiech odwzajemnili.
Chwilę później w jadalni pojawiła się głowa domu, czyli pan Guillermo, prowadzący pijanego "w bele" Marcosa.
- Dobry Boże ! Synu, jak Ty wyglądasz ?! - zawołała mama mężczyzny.
- No jak to jak wygląda ? Upił się w Alkali i zaczął się awanturować to zadzwonili po mnie, dzięki Bogu. Nie zadzwonili po policję na szczęście - wyjaśnił pan Rodriguez.
- Nie chciałabym się wtrącać, ale w takim stanie to nie ma co tego pana usadzać do stołu. Może lepiej zaprowadzić go na górę i położyć do łóżka, a jak by się dało to lepiej przed spaniem zrobić mu zimny prysznic - odezwałam się, ponieważ stwierdziłam, że innego wyjścia nie ma co do tego człowieka.
- Tak, dokładnie tak - zgodził się ze mną pan domu - Carlota ma rację. Idę go zaprowadzić.
- Nie potrzebuje pan pomocy ? - zapytałam, kiedy on powoli kierował się z synem w stronę schodów.
- Raczej nie. Sądzę, że dam sobie radę, ale dziękuję dziecinko - odparł i uśmiechnął się szczerze po czym wyszedł z jadalni i poszedł w kierunku pokoju Marcosa.
- Co mu do głowy przyszło, tak się upijać ? - zastanawiała się mama chłopaka - On upija się tylko wtedy kiedy jest wściekły albo nie daje sobie rady z czymś. Jednak dzisiaj nic takiego się nie stało, aby aż tak się upił.... No chyba, że .... Nie nie ! To niemożliwe !
- Ale co ? - zapytał szybko dziadek - Mów dziecko, mów !
- Dzisiaj miał dość niemiłą wymianę zdań z Soledad i trochę przesadził w słowach, ale to raczej małą zabolało, a nie jego. Jego nie miało co zaboleć - tłumaczyła pani Lucia.
- Jak to ? Co pański syn jej powiedział ? A tak w ogóle to gdzie ona jest ? - wypytywałam zdenerwowana, zapominając przez tą sytuację z Martinem o mojej przyjaciółce.
- Nie wiem czy to ja powinnam Ci mówić, wiesz skarbie. Może idź do Soledad na górę, bo od tamtej pory jej nie widziałam, i porozmawiaj z nią. Zapytaj jak się czuje i przekaż, że jutro jeżeli nie ma nic przeciwko, odwiedzi ją Ivan - poprosiła pani Rodriguez.
- Jaki Ivan ? I dlaczego miałaby sie źle czuć ? - coraz bardziej byłam niespokojna.
- Proszę Cię, idź do niej i niech ona Ci to wszystko wytłumaczy.
Westchnęłam tylko i odparłam.
- Dobrze pójdę do niej i przyprowadzę ją na kolację .... A co z Martinem ? - na to pytanie dziadek od razu spójrzał na mnie. Poczułam się trochę niekonfortowo, jednak nie dałam po sobie tego poznać.
- Powinen być w swoim pokoju, a jak nie to pewnie się gdzieś włóczy. Zaraz do niego zajerzę - odparła pani domu, która jak się domyśliłam, nic nie wiedziała na temat, co zdarzyło się w ogrodzie.
- Aha. No dobrze. To ja idę do Soledad i postaram się ją sprowadzić na kolację - uśmiechnęłam się na wychodnym i wyszłam.
*Perspektywa Soledad
Spałam sobie smacznie dopóki któś nie obudził mnie pukaniem do drzwi. Usiadłam na łóżku, przetarłam oczy po czym wstałam, podeszłam do drzwi i otworzyłam je. U ich progu stała moja przyjaciółka, Carlota.
- Skarbie, spałaś ? - zapytała zatroskana.
Patrząc na nią z przymkniętych oczu, odparłam zaspanym głosem.
- Tak, a coś się stało ? Która godzina jest wogóle ? - zapytałam nieprzejęta i ziewnęłam.
- No z tego co się dowiedziałam to się coś poważnego stało, ale ze szczegółami miałam przyjść do Ciebie. Jest już po 19, moja droga.
- A o co dokładnie chodzi ? - ponownie ziewnęłam po czym dodałam - A to chyba kolacja powinna być ? Poza tym wejdziesz ? - odsunęłam się na bok, aby Carlota weszła do środka. Zamknęłam za nią drzwi i sama usiadłam, obok niej na łóżku.
- A więc o co poszło z Marcosem ? - zapytała, a ja nagle poczułam jak serce ściska mnie z bólu.
Wszystko wróciło. To imię obudziło mnie szybciej niż cały termos kawy i zimny prysznic. Zaniemówiłam. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Z tego co zrozumiałam nie wiedziała ona nic o tym co stało się po przejażdżce koniem. Boże, kiedy jej to powiem, rozpłaczę się. Ponownie. Co ja mam zrobić ? Jak jej to powiedzieć ?
Po krótkich przemyśleniach postanowiłam powiedzieć jej to konkretnie, szybko i beznamiętnie. Tak więc zaczęłam.
- Przed domem, kiedy wróciliśmy z wycieczki, podeszła do mnie pani Lucia, a następnie sąsiad rodziny, niejaki Ivan Lopez Dominguez. Kiedy przywitał się ze mną, jak na zawołanie Marcos przyłączył się do nas. Zaczęliśmy się kłócić jak to my - przerwałam na chwilę, ponieważ poczułam jak napływają mi łzy do oczu. Postanowiłam jednak nie poddawać się i dokończyć swoją krótką opowieść - Nagle Marcos zaczął wygadywać jakieś głupstwa, że rzekomo chcę z nim iść do łóżka, uwodzę go i takie tam. I to tyle ...
Powstrzymałam łzy, dzięki Bogu. Nie chciałam, aby ktokolwiek, nawet Carlota, wiedział, że to co mi powiedział, zabolało mnie. Nie raz już przeżyłam sytuacje, kiedy facet, którego kochałam albo zależało mi na nim, ranił mnie, zdradzał czy łamał serce, porzucając mnie dla lepszej. Może to dlatego mam tak niską samoocenę, ale nie to teraz jest ważne. Ważne jest to, że nikt nie wie i się nie dowie co tak naprawdę czuję ....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
no to nie ciekawie... jedna meczy sie i zapomina o przyjaciolce, ten sie upija i tatus musi go ciagnac na gore haha a do tego ivan wparuje na drugi dzien to dopiero na kacu bedzie milo;d eni
OdpowiedzUsuńWspółczuję mu trochę, bo kolejnego dnia będzie miał kaca i to dość konkretnego. Zresztą dobrze mu tak po tym co powiedział Soledad
OdpowiedzUsuń3. na http://this-is-my-life-and-my-game.blogspot.com....zapraszam i pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuń