poniedziałek, 11 czerwca 2012
[...] Skoro mnie nie zdobyła to weźmie się za Ciebie ... [...]
*Perspektywa Marcosa
Kiedy moja mama wraz z naszymi gośćmi pojechały na zakupy, ja postanowiiłem złożyć wizytę Ivanowi. Chciałem wyjaśnić z nim pare spraw dotyczących min. Soledad. A właściwie tylko Soledad. Wiem, że to nie mądre, ale moje emocje były silniejsze od rozumu. Po za tym chciałem dać nauczkę tej małej gówniarze, za to jak mnie traktowała. Wsiadłem na konia i pogalopowałem na posiadłość Lopezów. Kiedy tam wjechałem, zauważyłem jak Ivan rozmawia z jednym ze swoich pracowników.
- Ooo witaj drogi bracie. ! - uśmiechnął się czego ja nie odwzajemniłem.
- Witaj
- Co Cię do mnie sprowadza ? - zapytał kiedy schodziłem z konia - Interesy ?
- Nie ..
- Soledad ?
- Tak. Cóż chciałbym Ci tylko powiedzieć, żebyś nie angażował się za bardzo, ponieważ ona ma chłopaka w Polsce,z którym jest już hmm 3 lata z tego co dobrze się orientuję - zmyślałem jak popadnie - To jest dość poważny związek także wiesz - i uśmiechnąłem się do niego. Jemu jednak nie było do śmiechu - Ona Ci tego nie powiedziała, ponieważ .... - zawachałem się na chwilę, aby wyglądało to bardzo realistycznie.
- Ponieważ ? - zapytał zniecierpliwiony
- Słyszałem jak rozmawiała z Carlotą, tą swoją przyjaciółką i mówiła, że skoro mnie nie zdobyła to weźmie się za Ciebie ... Z tego co się orientuję to chodzi o jakiś zakład....
- Kłamstwo !!! Soledad ?!!! Proszę Cię ! To nie ten typ dziewczyny....
- Tak sądzisz ? A ile ją znasz ? Na pewno nie dłużej niż ja - postanowiłem nie odpuszczać, choć doskonale wiedziałem, że to co powiedział jest prawdą.
- Nie znam jej dłużej niż Ty, ale Ty też nie znasz jej zbyt długo. A napewno nie na tyle żeby wyrobić sobie podobną opinię do tej jaką wyrobiłeś, braciszku.
- Może i to głupie, ale zdąrzyłem. Po za tym nawet jak się do niej zbliżyłem, nie protestowała... - to akurat była prawda.
- Nie wiem. Nie wnikam w to czy ona coś do Ciebie czuje czy nie, ale wiem, że nie masz prawa o niej tak mówić !
- Bo co ?
- Bo ona na to nie zasługuje !
- Właśnie zasługuję na jeszcze większe pogardy !
Nagle poczułem ból i upadłem na ziemię. Dopiero potem dotarło do mnie, że Ivan, mój najlepszy przyjaciel, uderzył mnie. Pierwszy raz w życiu mnie uderzył.
- Chłopie uspokój się ! - krzyknąłem po czym podniosłem się z ziemi.
- Nie masz prawa tak o niej mówić !
Miał taki ton i taki wyraz twarzy, że myślałem, iż mnie zabije.
- Ivan, hamuj się ! Ja Ci tylko mówię prawde ....
Znów chciał mnie uderzyć, ale byłem szybszy. Złapałem go za nadgarstek, wykręciłem mu rękę i trzymałem dopóki się nie uspokoił. Kiedy nastała ta chwila puściłem go i wsiadłem na konia.
- Facet, ja wiem, że Cię to może boleć, lecz cóż ja Ci poradzę, że ona taka jest ? - rzuciłem i odjechałem.
Nie mogłem uwierzyć w to jak się zachował Ivan, mój przyjaciel, którego poznałem, kiedy bawiłem się w piaskownicy i uczyłem jeździć na kucykach. Ta dziewczyna zawróciła mu ostro w głowie, ale nie tylko jemu ....
*Perspektywa Ivana
Kiedy Marcos odjechał, ja stałem jak wmurowany na środku posiadłości mojego rodu. Nie wiedziałem kompletnie co myśleć. Moje uczucia były mieszane, a głowa pękała od różnorodnych myśli.
Z jednej strony jest to niemożliwe, żeby taka niewinna i mloda dziewczyna była wredną i zimną suką. Jednak z drugiej mogła tylko taką udawać. A Marcos mógł mieć rację. W końcu nie miał podstaw, żeby mnie okłamywać.
Postanowiłem pojechać tak jak obiecałem do Soledad po obiedzie. Poszedłem więc do domu, aby napić się whisy. Potem pojechałem do rodziny sąsiadującej, do rodziny Sanchezów.
Od dziesięciu lat to ja zajmuję się księgowością oraz sprzedarzą i kupnem bydła w naszej rodzinie. Byłem z tego dumny i zadowolone, że ojciec powierzył mi cały majątek mnie.
Kiedy wjechałem na ich posiadłość, niska w średnim wieku kobieta powitała mnie czułym uśmiechem.
- Hola Ivan. Como estas?
- Hola senora Sanchez. Gracias, muy bien y usted ?
- Tambien, gracias. Mój mąż siedzi w swoim gabinecie. Wejdź - uśmiechnęła się i wskazała rękę na duży dom w stylu prawdziwego dzikiego zachodu.
- Panie przodem.
- Dziękuję - i ruszyła ku domu, a ja za nią.
Minęła dobra godzina zanim wyszedłem z domu Sanchezów.
Pożegnałem wszystkich i udałem się do swojej hacjendy, aby wziąć szybki prysznic i odwiedzić Soledad.
Na samą myśl o spotkaniu z nią, miałem dziwne uczucia. Serce mówiło mi to nie dziewczyna z zimną krwią. Rozum mówił Ivan nigdy by Cię nie okłamał. Nie wiedziałem co o tym myśleć. Postanowiłem więc jechać tam z podejściem "sea lo que sea"....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
no to sie przyjaciele pobili o jedna dziewczyne, niezle eni
OdpowiedzUsuńno i dobrze, że mu Ivan przywalił! Marcos przesadza i ciekawa jestem jak potoczy się spotkanie Ivana z Soledad... co za dramaturgia, omg!
OdpowiedzUsuń4. na http://this-is-my-life-and-my-game.blogspot.com/....zapraszam:)
OdpowiedzUsuńO racja, nie skomentowałam. Nie rozumiem zachowania Marcosa. Skoro on twierdzi, że nie chce mieć nic wspólnego z Soledad to nie powinno go obchodzić fakt, że spodobała się jemu przyjacielowi. To jego życie i ma prawo sam o nim decydować
OdpowiedzUsuń