poniedziałek, 18 czerwca 2012

- Przykro mi jednak ja na prawdę nie umiem.


*Perspektywa Soledad

Byłam padnięta. Wróciłyśmy po godzinie piątej. Obiad nas ominął w domu, ale nie na rynku. Tam zjadłyśmy sobie obiad po zakupach i wróciłyśmy. Kupiłyśmy po dwie eleganckie sukienki, które na nas wyglądały tak:





Kiedy dyliżans podjechał pod hacjendę, przywitał nas pan Guillermo.
- Witam moje księżniczki.
- Witamy - przywitałyśmy go równocześnie z Carlotą.
- Jak zakupy ? Udane ?
- Sądzę, że tak, ale zdanie to do dziewczynek należy - i oboje spojrzeli się na nas.
- Oczywiście, że tak ! - krzyknęła Carlota, wychodząc z dyliżansu.
- To się cieszę. Jadłyście coś ? - uśmiechnął się, pytając.
- Tak, tak - odparłam i odwzajemniłam uśmiech.
- No dobrze to chodźcie do domu.
Poszedł pierwszy razem ze swą małżonką pod rękę, a my za nimi. Szeptałyśmy sobie jaką to mamy ochotę widzieć Marcosa i Martina. O dziwo, kiedy weszłyśmy był Martin, ale nie z Marcosem, a z Ivanem. Wstał, przywitał panią domu. Podszedł do Carloty, przedstawił się i podszedł do mnie. Spojrzał mi w oczy i delikatnie pocałował mnie w policzek.
- Cześć ślicznotko. Miło Cię widzieć.
- Witaj. Ciebie również miło widzieć - uśmiechnęłam się co odwzajemnił.
- Przejdziemy się ? - zaproponował nagle.
- Chętnie, jeżeli ...
- Nie, nie będziemy mieć maleńka nic przeciwko - odparła pani domu.
- A więc ? - spojrzał się na mnie i podał mi ramię abym mogła się oprzeć - Idziemy ?
Ja złapałam go pod ramię i odparłam.
- Idziemy - i uśmiechnęłam się.
Z tyłu usłyszeliśmy tylko krzyk pani Rodriguez.
- Miłego popołudnia !
Właśnie wsiadaliśmy na konia, kiedy do hacjendy przygalopował na koniu, Marcos.
- No jeszcze tego tu brakuje.
Myślałam, że powiedziałam to dość cicho. Jednak Ivan to usłyszał i odparł.
- Nie lubisz go, prawda ?
- Tak, od początku. Kiedy go tylko zobaczyłam, wiedziałam, że nie będziemy za soba przepadać.
- No rozumiem - i uśmiechnął się po czym złapał za rękę i dodał - Trzymaj się.
I ruszyliśmy nie zważąjąc na to, że Marcos podchodził w naszą stronę. Byłam wdzięczna Ivanowi, że zrobił tak, a nie szukał zaczepki u tamtego wariata.
Właściwie to nigdy, nic nie miałam do Ivana. Odkąd go poznałam, wydawał mi się miły, symatyczny, uroczy, kochany, opiekuńczy. Przy nim czułam się kobietą, a nie jakąś smarkulą jak przy Marcosie. Uwielbiałam go.
Nagle z rozmyśleń wyrwał mnie Jego głos.
- O czym tak rozmyślasz ?
- O kim nie o czym - i zaśmiałam się cicho.
- A o kim ? Jeżeli oczywiście można wiedzieć - uśmiechnął się cwaniacko.
- A no nie wiem czy można - i ponownie się zaśmiałam, a on ze mną.
- Ooo. Tu schodzimy.
Przerwał na chwilę, aby zatrzymać konia, zejść z konia i mnie samą zdjąć.
Kiedy jego dłonie zatrzymały się na moich biordrach, poczułam dreszcz. Nie wiem czemu, ale poczułam się conajmniej dziwnie. Tak jak nigdy dotąd...
Postawił mnie na ziemi i spojrzał mi w oczy. Jednak nie trwało to długo. Po chwili odwrócił się ode mnie i powiedział.
- Pięknie tu.
- O tak. Przepięknie tutaj jest - odparłam.
Nie wiedziałam czemu, ale miałam wrażenie jakby Ivan bał się do mnie zbliżyć. Nie miałam pojęcia dlaczego. Nic takiego przecież nie zrobiłam, co mogło mnie odsunąć od niego. Chyba że ... Nie to nie możliwe ... A może ... A może uwierzył w to, co powiedział wczoraj Marcos. Że niby chce mu wskoczyć do łóżka i takie tam. Boże ! Jeżeli on w to uwierzył ? Dobry Boże ! Co ja mam zrobić ?! Nie powiem mu przecież, że to nie prawda, bo i tak by w to nie uwierzył !
Dłużej nie mogłam o tym myśleć, ponieważ Jego głos przerwał mi tę czynność.
- O czym znów tak rozmyślasz ? - i zrobił podejrzliwą minę.
Spojrzałam na niego z lekkim lękiem na duszy, ponieważ domyślałam się, co on ma na myśli. Z jednej strony nie dziwię mu się, bo mnie jeszcze nie zna, a Marcos jest jego przyjacielem i ma obowiązek wręcz wierzyć mu. Lecz z drugiej strony bolało mnie to, że Ivan może w to wierzyć. Było mi przykro. Postanowiłam jednak nie poddawać się.
- O przyjęciu, który odbędzie się w weekend i z niewiadomych przyczyn ja i Carlota zostałyśmy zaproszone.
- No dobra, już dobra. Poddaję się - podniósł ręce w geście poddania się - Chciałem, abyś była obecna na tym przyjęciu i mam wielką nadzieję, że będziesz.
- Tak będę i nawet mam już sukienkę - odparłam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Miło mi będzie, jeżeli dasz się porwać chociaż raz do tańca - odwzajemnił uśmiech.
- Ale ja nie umiem ....
- Uwiesz, że umiesz - przerwał mi w połowie zdania - Poza tym każdy umie. Trochę lepiej, trochę gorzej, ale każdy umie - zaśmiał się.
- Przykro mi jednak ja na prawdę nie umiem.
Odpowiedziałam, a on w ułamku sekundy znalazł się u mego boku. Ułożył ręce do tańca. Jedna powędrowała na moje biodro. Druga zaś wyciągnięta, czekała na moją dłoń. Tak więc podałam mu jedną rękę. A drugą powędrowałam na jego ramię.
- No to zaczynamy - i ruszyliśmy w wir tańca.
Ja, osobiście, cały czas się śmiałam. On udawał, że zachowuje powagę, lecz mu to nie wychodziło najlepiej. Tańczyliśmy i tańczyliśmy. Czułam się jakbym unosiła się nad ziemią. Było mi przy nim tak dobrze.
Nagle Ivan zatrzymał się. Złapał mnie mocniej wpasie, tym samym bardziej przyciągając mnie do siebie. Ręką, która trzymała moją dłoń, ujął mój policzek i delikatnie musnął moje wargi. Póżniej spojrzał mi w oczy i powiedział.
- Mam nadzieję, że nie jesteś taka jak mówił Marcos - i ponownie musnął moje usta.
Odsunęłam się od niego i zapytałam.
- A czy ja mogę mieć nadzieję, że mu nie wierzysz ?
- Możesz. Pragnę tylko nie zawieść się tą nadzieją.
Odpowiedział i musnął ponownie moje wargi, na co ja pocałowałam go. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Nasze języki rozpoczęły wirujący taniec uczuć. Czułam się jakby świat zniknął. Jakby nie było problemów, innych ludzi i całego świata. To właśnie on dawał mi uczucie, którego jeszcze nigdy nie doznałam u żadnego mężczyzny. Przy nim zapomniałam o wszystkim i wszystkich. Nawet o Marcosie ....
Całowaliśmy się tak dłuższą chwile. Nasze ciała rozpalały się, a nasze dusze płoneły.
Nagle Ivan oderwał się ode mnie, ujął moją twarz w dłonie i wyszeptał.
- Jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego przy żadnej kobiecie.
- A ja jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze przy żadnym mężczyźnie jak przy Tobie.
- Naprawdę ? - uśmiechnął się tak, jakby cała masa szczęścia spadła mu z nieba.
- Tak, naprawdę.
Odpowiedziałam i cmoknęłam jego dłoń, która dotykała mojego policzka. Znów mnie pocałował. Tym razem to ja odpowiedziałam na jego pocałunki. Znów nasze języki zaczeły ten cudowny taniec...

4 komentarze:

  1. hehe no to mamy pare kochankow ;p i co oni tak na tych koniach/ nie maja aut? czy co?

    OdpowiedzUsuń
  2. uuu jakie gorrrrące akcje :D nareszcie, haha! dobrze, że Ivan nie uwierzył temu pajacowi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuu się rozkręca ta Soledad. Oj ciekawa jest jak zareaguje Marcos gdy dowie o tym pocałunku

    OdpowiedzUsuń
  4. ja chcę już next!!! :<

    OdpowiedzUsuń