Hola ! Dzisiaj gra Hiszpania ! W tym mój mąż Alvaro Arbeloa <3 Wiem, że czekacie na nexta, a że dzisiaj miałam taką wenę, że napisałam 2 rozdziały to daję Wam dzisiaj :) W poniedziałek także dam :) Oczywiście jest to jednorazowe, ze względu na to, że 1. Hiszpania gra 2. Napisałam dzisiaj 2 rozdziały, co się rzadko zdarza. A więc zapraszam do czytania :) ¡Viva España! Vamos ! Pokażmy Francji co znaczy FOOTBALL !
*Perspektywa Martina
Po obiedzie zrobiłem się dość senny, więc poszedłem do pokoju, przespać się trochę. Jednak kiedy położyłem się, nie mogłem zasnąć. Dzisiaj dowiedziałem się od mojego ojca, że w piątek, czyli za dwa dni, przyjeżdża do nas Dolores.
Dolores to córka ojca z pierwszego związku. Miała 28 lat. Tak. Miała roczek kiedy to Marcos pojawił się na świecie. Jej matka, senora Victoria, umarła kiedy ona miała zaledwie 8 miesięcy. Nasze matki chodziły razem do szkoły, nie były zaprzyjaźnione, ale nie były do siebie także wrogo nastawione. Jednak zanim matka Dolores umarła, na łożu śmierci poprosiła moją matkę, aby zaopiekowała się naszym ojcem jak i Dolores.
Teraz Dolores jest dorosłą i niestety piękną, pracującą kobietą. Z tego co dobrze mi wiadomo pracuje jako księgowa u swych krewnych, od strony pani Victorii, w Kolumbii. Nie wiem dokładnie gdzie, ale w jakimś mieście położonym niedaleko granicy Meksyku i Kolumbii. Tak jak mówił mi niedawno ojciec, wzięła sobie urlop i ma do nas zagościć. Nie była dla mnie to boska wiadomość, ponieważ Dolores zawsze zalecała się do mnie, a ja nie umiałem jej odepchnąć i zawsze wszyscy myśleli, że czujemy do siebie nawzajem sympatię. Nie mam pojęcia czy nie umiałem czy też nie chciałem. Jednak teraz nie bardzo tego chciałem, ponieważ w naszym domu również mieszka ... Carlota. Eh... Miałem sobie ją odpuścić, lecz nie umiem. Próbowałem, ale to silniejsze ode mnie. Nie wiedziałem co ta dziewczyna ze mną zrobiła. Nie wiedziałem jaki czar rzuciła. Jednak byłem świadomy tego, iż on zadziałał.
Myślałem jeszcze chwilę, a potem zanurzyłem się pod koc, leżący u skraju łóżka i odpłynąłem do krainy snów....
Poczułem jak ktoś smyra mnie po włosach. Kiedy otworzyłem oczy, nie wiedziałem czy śnię czy nie. Na skraju mojego łóżka siedziała piękna i młoda dziewczyna. Była to Carlota, która patrzyła się na mnie tymi zielonymi oczami, które hipnotyzowały od razu, kiedy w nie spojrzałeś.
Kiedy dotarło do mnie, że ona na prawdę tu jest, w ciągu sekundy podskoczyłem i usiadłem na łóżku. Po chwili rzuciłem.
- Co Ty tu robisz ?
- Budzę Cię, bo za 10 minut jest kolacja - odparła zmieszana.
Otarłem oczy i zobaczyłem dopiero teraz jej śliczną urodę. Te kręcone, w odcieniu ciemnego-blodu, włosy. Zielone, wypełnione wielką miłością oczy oraz piękne i namiętne usta. Niczego bardziej nie pragnąłem w tym momencie, jak tulić ją do siebie i całować po całym ciele, odkrywając różne zakamarki jej ciała. Z krainy marzeń wyrwał mnie jej leciutki głos.
- Czemu tak mi się przyglądasz ?
- Przepraszam. Zamyśliłem się - odparłem z trudem.
- Rozumiem - uśmiechnęła się niepewnie, co odwzajemniłem - To ja już zejdę na dół i Ty też zaraz schodź, bo Twój tata po Ciebie przyjdzie.
Kiedy wstawała, pomyślałem "teraz albo nigdy". Złapałem ją, przyciągnąłem do siebie i zacząłem całować. Całowałem ją zachłannie i nachalnie. Nie mogłem się opanować tak jak też nie chciałem. Nie czekałem długo na odpowiedź. Carlota zaczęła oddawać mi pocałunki. Całowała namiętnie jak też zachłannie. Zaciągnąłem ją na łóżko i tak znalazła się na mnie. Głaskałem jej plecy, pośladki. Gładziłem włosy. Czułem się jak w raju. Mógłbym spędzić z nią tak całe życie ... Dobry Boże ! Jakie całe życie ?!
Nagle poczułem jej usta na swojej szyi, podbródku, policzkach. Od razu przeszedł mnie dreszcz po całym ciele. Moje ręce powędrowały pod jej bluzkę, na co ona oderwała się ode mnie i wyszeptała, ledwie łapiąc puls.
- Musimy iść ...
Zeszła ze mnie po czym poprawiła sobie ubranie i fryzurę i dodała.
- Nie chciałbyś, tak samo jak i ja, aby znów ktoś nas przyłapał, prawda ?
Nie mogłem przez chwilę złapać oddechu. Jednak po chwili odparłem, łapiąć powietrza do płuc.
- Prawda ...
Carlota odwróciła się bez słowa i skierowała się do drzwi, kiedy złapałem ją lekko za rękę, w celu zatrzymania jej. Odwróciła się lekko, trzymając się na bezpieczną odległość.
- Posłuchaj ... To co ... To co się teraz wydarzyło ... Nie chciałbym, aby ktoś się o tym dowiedział, tak jak i Ty zapewne... - rzuciłem.
- Spokojnie. Nikt oprócz nas nie wiem o ogrodzie, no z wyjątkiem dziadka, a o tym, tym bardziej nikt się nie dowie ... Możesz być spokojny. Nie będę biegała o czwartej rano w piżamie po hacjędzie i krzyczała "Prawie się przespałam z Martinem ! Ludzie ! Słuchajcie ! Leżałam na Martinie i prawie doszło do czegoś!". Nie jestem z takich ... - odwróciła się i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Nie miałem innego wyboru jak pozbierać się i dołączyć do stołu przy kolacji. I tak jak postanowiłem, tak też zrobiłem. Kiedy pojawiłem się w jadalni, byli już tam wszyscy. Nawet ... Ivan ... Był uśmiechnięty od ucha do ucha. Tak samo jak Soledad oraz moi rodzice. Marcos nie był w humorze. Widac było, że ma kaca, a na dodatek można było wyczytać z wyrazu jego twarzy, że nie jest zachwycony obecnością Ivana w naszym domu, obok Soledad. Siedział też dziadek i .. Carlota. Siedziała w milczeniu. Można było zauważyć, iż myślami na pewno nie jest w jadalni. Ciekawe o czym tak myślała .... Może o tym co stało się jeszcze tak niedawno w mojej sypialni ....
Przestałem rozmyślać i uśmiadłem do stołu. Ojciec zmówił modlitwę, po czym zaczęliśmy jeść w ciszy, którą za chwilę przerwała mama, zwracając się do Soledad i Ivana.
- Dobrze się bawiliście ?
- Tak. Bardzo dobrze - odparł Ivan i uśmiechnął się do Soledad, co ona odwzajemniła.
- To się cieszę.
- A ja nie - wtrącił się Marcos i zaśmiał się ironicznie.
- Synu, nie zaczynaj - ostrzegł go nasz ojciec.
- A ja nic nie zaczynam. Tylko mówię, że ja się nie cieszę i tyle - dokończył jedzenie i dodał - Ja dziękuję. Jadę do Alaski. Dobranoc wszystkim.
- Synku, zostań w domu - prosiła mama.
- Po co ? Żeby patrzeć jak oni się do siebie łaszą ? - zaśmiał się ironicznie - Nie dziękuję.
- Ja pojadę z nim - wtrąciłem się - Postaramy się nie wrócić za późno, ale jak coś to mam klucze - dodałem i wstałem od stołu, po czym wyszliśmy.
Wyszliśmy przed hacjendę i kierowaliśmy się w stronę samochodu.
- No i po co ze mną jedziesz ?
- Bo też chcę się napić - odparłem.
- Coś się stało ? - zapytał niewzruszony.
- Niee
- No przecież widzę - upierał się.
- Opowiem Ci w klubie - odparłem.
- Ok.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy.
asdfghjkl kocham takie sceny, Ty dobrze o tym wiesz :D ♥ mam nadzieję że będzie takich więcej i więcej, haaaa! pewnie się nawalą tam w klubie...
OdpowiedzUsuńA MArcos znowu pokazuję swoje humorki. Od z rozdziału na rozdział denerwuję mnie coraz bardziej. Czy on się kiedyś zmieni?
OdpowiedzUsuńNie wiem ;p
Usuńhaha no to mamy małe co nie o ale nie do konca ;p i niech oni tak w alasce nie pija bo sie spija i beda na aa chodzic
OdpowiedzUsuń