Ps. Za wszelkie błędy przepraszam
-----------------------------------------------------------------------------
*Narrator
Przez to całe zamieszanie z Marcosem i Soledad, kolacja została przełożona na godzinę dwudziestą. Soledad z Carlotą własnie wyszły z pokoju i kierowały się po schodach w stronę jadalni, gdzie czekali na nie już dziadek i państwo Rodriguez. W tym samym czasie co dziewczyny pojawił się także Martin. Natomiast Marcos po zimnym prysznicu zapadł w głęboki sen. Sen dobrze mu zrobie - tak jak to stwierdziła Carlota. Kiedy wszyscy, prócz Marcosa, byli już obceni na kolacji, odmówili modlitwę i w ciszy zaczęli jeść. Żadne z całej szóstki nie wiedziało, co powiedzieć. Jak zacząć rozmowę, aby nie zgorszyć atmosfery, panującej w tym domu. W końcu pan Rodriguez odważył się zabrać głos.
- Lucio, będę potrzebował jutro Twojej i dziewczynek pomocy - uśmiechnął się do obu nastolatek po czym kontynuował - Chciałbym, abyś pojechała z dziewczynkami do centrum handlowego i pokupowała sobie i naszym księżniczkom jakieś ubrania.
Dziewczyny spojrzały się na siebie i natychmiast, jedna przez drugą, zaczęły prostestować.
- Nie ! - krzyknęła Soledad
- Nie, nie i nie ! Nie zgadzamy się !
- Dokładnie ! Nie potrzebujemy ubrań. Mamy ich w nadmiar. Poza tym nie jesteśmy materialistkami i jesteśmy w tym wieku, że same sobie możemy fundować ubrania - rozwinęła Soledad.
- Soledad ma rację. Nigdy nie byłyśmy i nie będziemy materialistkami, które bez żadnej pracy dostają prezenty, ubrania czy cokolwiek innego. Co jest kosztowne - poparła ją Carlota.
Kiedy już dziewczyny ucichły, Guillermo zabrał głos.
- Mogę ? - dziewczyny tylko pokiwały głowami twierdząco - Dziękuję. Wiem, że dla Was może być to trudne do przełknięcia, ale tak będzie. Po za tym w przyszłym tygodniu jest fiesta u Lópezów. Chciałbym, abyście również były tam obecne. Nie tylko dlatego, że ja chcę Was tam zabrać, to również zostałyście zaproszone przez gospodarza tamtej hacjendy.
- Skąd ta rodzina wie, że my jesteśmy u państwa ? - zapytała zaciekawiona Carlota.
Lucia i Guillermo spojrzeli miłym spojrzeniem na Soledad, na co ona zaczerwieniła się i schowała buzię w dłoniach. Carlota tylko zerknęła na nią ze zdziwieniem.
- No co ? - zapytała śmiejąc się nerwowo, cała zaczerwieniona.
- Dlaczego państwo tak na nią patrzą ? - Carlota skierowała wzrok ku małżeństwu.
- Wydaje mi się, że to ze względu na naszą księżniczkę jesteście zaproszone i to jest na pewno zasługą Ivana - odparła cwaniacko pani domu.
Dziewczyna jeszcze bardziej zaczerwieniła się i spojrzała zawstydzonym wzrokiem na Lucię.
- Tak. Z tego co słyszałem od starego Lópeza to wpadłaś Ivanowi w oko. I to tak solidnie - dodał Guillermo .
- To może niech ją poprosi o rękę - odezwał się z tyłu męski, irytujący, zachrypnięty głos.
Wszyscy jak na wznak, oprócz Soledad, odwrócili się. Ona nie musiała. Poznała ten głos od razu. Był to Marcos. Postanowiła jednak się nie odzywać w obecności tego człowieka, a tym bardziej do niego.
- No co skarbie, nic nie powiesz ? - zapytał - Widziałem jak na siebie patrzycie.
- Chłopie daj spokój - odezwał się w końcu Martin.
- Nie wtrącaj się. Nie z Tobą rozmawiam. A więc odezwiesz się czy nie ? - ponowił pytanie.
Dziewczyna nie dawała za wygraną i nawet się nie poruszyła. Reszta na razie postanowiła się nie odzywać.
- Rozumiem. Boli Cię, że to co powiedziałem przy Ivanie to była po prostu najszczersza prawda.
- Dosyć tego ! - uniósł się w końcu Guillermo - Nie będziesz obrażał naszych gości. Czy Ci się one podobają czy nie, nie masz prawa ich nękać.
- Jadę do baru - odparł niewzruszony
- Nigdzie nie jedziesz ! - oburzyła się matka.
- Bo co ?
- Bo jakby pan nie wiedział, pańska rodzina troszczy i martwi się o pana. Nie ma pan prawa także odzywać się w taki sposób do swojej rodzicielki. To, że mnie poniża pan przy wszystkich to jest akurat nie ważne, ale nie ma pan prawa podnosić głosu, ani nawet odpowiadać jej w taki sposób, w jaki to pan zrobił przed chwilą - odparła, ku zaskoczeniu wszystkich, spokojnym głosem Soledad.
Nie zważając na to, że Soledad się do niego odezwała, czego pragnął od początku, kiedy tu zszed, odparł na wychodnym.
- Idę się wykąpać - i poszedł.
Po wyjściu Marcosa kolacja przeminęła już bez żadnych problemów. Po kolacji wszyscy udali się na spoczynek do swoich pokoi.
*Perspektywa Lucii
Siedziałam w jadalni, sama, dopijając wieczorną herbatę. Zastanawiałam się nad tym wszystkim, co dzieje się w tym domu. To był pierwszy dzień, a już tyle się stąło. Marcos, który zachowywał się jakoś dziwnie. Właściwie to nigdy się tak nie zachowywał. Wydaje mi się, że ta jego "zmiana" ma związek z Soledad. No właśnie. A co z małą ? Widać, że Marcos nie jest jej obojętny. Natomiast z drugiej strony pojawił się Ivan, któremu obojętna nie jest ona. Cóż mogę mieć tylko nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży.
Nagle z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego małżonka.
- Jeszcze siedzisz ?
- Tak... Rozmyślam i dopijam kawę - uśmiechnęłam się i wskazałam na kubek z herbatą.
Podszedł do mnie, objął mnie od tyłu i zapytał.
- Rozmyślasz nad tym co się tu dzieje, tak ?
- Tak ...
- Ja też ... - przyznał się co mnie trochę zdziwiło.
- No co? Też to zauważyłem. Z resztą, trudno nie zauważyć. Wybryki Marcosa, Soledad siedząca całymi popołudniami w pokoju, rozmowa z Lópezem. Na dodatek Carlota i Martin.
- Rzeczywiście z nimi też jest coś nie tak, a raczej jest coś pomiędzy nimi.
- Chemia ?
- Możliwe. Nawet bardzo. A Ty jak uważasz? - zapytałam i spojrzałam na niego czułym wzrokiem.
- Szczerze ? Nie dałbym sobie uciąć ręki, że nic nie ma pomiędzy nimi dwojga.
- Trzeba by było lepiej się im przyjżeć, ponieważ oni nie robią takich scen jak tamta dwójka. Trzymają raczej wszystko w sobie.
- Tak, to prawda, ale zajmijmy się tym od jutra, a teraz do łóżeczka i spać - i pocałował mnie w czoło, potem w nosek a na końcu w usta.
- Dobrze. Chodźmy.
Tak więc poszliśmy na górę. Guille się położył, a ja poszłam pod prysznic. Kiedy wróciłam, on leżał i przeglądał całą księgowość ostatniego tygodnia. Natomiast ja położyłam się pod kołdrę i za moment zasnęłam.
Rano wstałam około godziny siódmej. Poszłam się wykąpać, po czym zrobiłam lekki makijaż i wyszłam na taras. Uwielbiałam patrzeć jak hacjenda pęka w szfach. Jak moi pracownicy dumnie i dokładnie wykonują swoją pracę od rana do wieczora i tak codziennie. Właśnie wtedy ta posiadłość nabierała barw, nabierała życia.
Nie zdąrzyłam się odwrócić, a tu wybiła już dziewiąta. Postanowiłam więc zejść na dół i zjeść z resztą domowników śniadanie. Martin na schodach dołączył do mnie, przywitał mnie, po czym oboje zeszliśmy na dół. Tam był już Marcos rozmawiający ze swym dziadkiem i ojcem. Siedziały już także dziewczynki, rozmawiając ze sobą szeptem.
Śniadanie zjedliśmy spokojnie, bez żadnych konfliktów i awantur. Na co cały czas się uśmiechałam. Byłam bardzo zadowolona, że chociaż jeden posiłek można zjeść w spokoju.
Po śniadaniu umówiłam się z dziewczynkami na jedenastą. Miałyśmy bowiem jechać do centrum handlowego i kupić piękne sukienki dla pięknych młodych dam na przyjęcie u rodziny Lopezów. Dlatego też udałam się do siebie i zaczęłam szykować się do wyjścia na rynek.
czyżby Marcos był zazdrosny. Ha, dobrze mu tak. Niestety nadal obraża dziewczynę, coś czuję, że szybko pożałuje swoich słów
OdpowiedzUsuńech, ten Marcos, taki cham -.- pożałuje jeszcze tego pewnie ;P uu zakupy się szykują, ciekawe jakie ubranka ładne pokupują :D
OdpowiedzUsuńhahaha ja bym sie cieszyla jakby mi ktos cos chcial kupic;d ot co;d eni
OdpowiedzUsuń