czwartek, 7 czerwca 2012

- To może niech ją poprosi o rękę...

Hola a todos :) Hmm dzisiaj zaczyna się Euro. Wczoraj byłam na strefie kibica :D W sumie fajnie było :) Z tatą przeżywaliśmy tylko ile to kasy musiało na to iść hehe :D Tyle pieniędzy to co najwyżej jakiś polityk rocznie zarabia ;p Skoro po drodze minęłam ok. 50 toi toiów,a to też kosztuje <lol2> Dobra skończę te moje cudowne wyznania. AAAA ZAPOMNIAŁAM POWIEDZIEĆ, ŻE TERAZ ROZDZIAŁY BĘDĄ TYLKO W PONIEDZIAŁKI. Wybaczcie mi, ale nie mam innego wyjścia. Zostały mi tylko 2 rozdziały do przodu i muszę nadgonić hehe :) Potem jak będę miała ich więcej to będę znów dawała w poniedziałki i w piątki :) Dobra koniec. Czytajcie i komentujcie. Los a raczej Las amo <3 hihi 
Ps. Za wszelkie błędy przepraszam 
-----------------------------------------------------------------------------
*Narrator
Przez to całe zamieszanie z Marcosem i Soledad, kolacja została przełożona na godzinę dwudziestą. Soledad z Carlotą własnie wyszły z pokoju i kierowały się po schodach w stronę jadalni, gdzie czekali na nie już dziadek i państwo Rodriguez. W tym samym czasie co dziewczyny pojawił się także Martin. Natomiast Marcos po zimnym prysznicu zapadł w głęboki sen. Sen dobrze mu zrobie - tak jak to stwierdziła Carlota. Kiedy wszyscy, prócz Marcosa, byli już obceni na kolacji, odmówili modlitwę i w ciszy zaczęli jeść. Żadne z całej szóstki nie wiedziało, co powiedzieć. Jak zacząć rozmowę, aby nie zgorszyć atmosfery, panującej w tym domu. W końcu pan Rodriguez odważył się zabrać głos.
- Lucio, będę potrzebował jutro Twojej i dziewczynek pomocy - uśmiechnął się do obu nastolatek po czym kontynuował - Chciałbym, abyś pojechała z dziewczynkami do centrum handlowego i pokupowała sobie i naszym księżniczkom jakieś ubrania.
Dziewczyny spojrzały się na siebie i natychmiast, jedna przez drugą, zaczęły prostestować. 
- Nie ! - krzyknęła Soledad
- Nie, nie i nie ! Nie zgadzamy się !
- Dokładnie ! Nie potrzebujemy ubrań. Mamy ich w nadmiar. Poza tym nie jesteśmy materialistkami i jesteśmy w tym wieku, że same sobie możemy fundować ubrania - rozwinęła Soledad.
- Soledad ma rację. Nigdy nie byłyśmy i nie będziemy materialistkami, które bez żadnej pracy dostają prezenty, ubrania czy cokolwiek innego. Co jest kosztowne - poparła ją Carlota.
Kiedy już dziewczyny ucichły, Guillermo zabrał głos.
- Mogę ? - dziewczyny tylko pokiwały głowami twierdząco - Dziękuję. Wiem, że dla Was może być to trudne do przełknięcia, ale tak będzie. Po za tym w przyszłym tygodniu jest fiesta u Lópezów. Chciałbym, abyście również były tam obecne. Nie tylko dlatego, że ja chcę Was tam zabrać, to również zostałyście zaproszone przez gospodarza tamtej hacjendy.
- Skąd ta rodzina wie, że my jesteśmy u państwa ? - zapytała zaciekawiona Carlota.
Lucia i Guillermo spojrzeli miłym spojrzeniem na Soledad, na co ona zaczerwieniła się i schowała buzię w dłoniach. Carlota tylko zerknęła na nią ze zdziwieniem.
- No co ? - zapytała śmiejąc się nerwowo, cała zaczerwieniona.
- Dlaczego państwo tak na nią patrzą ? - Carlota skierowała wzrok ku małżeństwu.
- Wydaje mi się, że to ze względu na naszą księżniczkę jesteście zaproszone i to jest na pewno zasługą Ivana - odparła cwaniacko pani domu.
Dziewczyna jeszcze bardziej zaczerwieniła się i spojrzała zawstydzonym wzrokiem na Lucię.
- Tak. Z tego co słyszałem od starego Lópeza to wpadłaś Ivanowi w oko. I to tak solidnie - dodał Guillermo .
- To może niech ją poprosi o rękę - odezwał się z tyłu męski, irytujący, zachrypnięty głos.
Wszyscy jak na wznak, oprócz Soledad, odwrócili się. Ona nie musiała. Poznała ten głos od razu. Był to Marcos. Postanowiła jednak się nie odzywać w obecności tego człowieka, a tym bardziej do niego.
- No co skarbie, nic nie powiesz ? - zapytał - Widziałem jak na siebie patrzycie.
- Chłopie daj spokój - odezwał się w końcu Martin.
- Nie wtrącaj się. Nie z Tobą rozmawiam. A więc odezwiesz się czy nie ? - ponowił pytanie.
Dziewczyna nie dawała za wygraną i nawet się nie poruszyła. Reszta na razie postanowiła się nie odzywać.
- Rozumiem. Boli Cię, że to co powiedziałem przy Ivanie to była po prostu najszczersza prawda.
- Dosyć tego ! - uniósł się w końcu Guillermo - Nie będziesz obrażał naszych gości. Czy Ci się one podobają czy nie, nie masz prawa ich nękać.
- Jadę do baru - odparł niewzruszony
- Nigdzie nie jedziesz ! - oburzyła się matka.
- Bo co ?
- Bo jakby pan nie wiedział, pańska rodzina troszczy i martwi się o pana. Nie ma pan prawa także odzywać się w taki sposób do swojej rodzicielki. To, że mnie poniża pan przy wszystkich to jest akurat nie ważne, ale nie ma pan prawa podnosić głosu, ani nawet odpowiadać jej w taki sposób, w jaki to pan zrobił przed chwilą - odparła, ku zaskoczeniu wszystkich, spokojnym głosem Soledad.
Nie zważając na to, że Soledad się do niego odezwała, czego pragnął od początku, kiedy tu zszed, odparł na wychodnym.
- Idę się wykąpać - i poszedł.
Po wyjściu Marcosa kolacja przeminęła już bez żadnych problemów. Po kolacji wszyscy udali się na spoczynek do swoich pokoi.

*Perspektywa Lucii

Siedziałam w jadalni, sama, dopijając wieczorną herbatę. Zastanawiałam się nad tym wszystkim, co dzieje się w tym domu. To był pierwszy dzień, a już tyle się stąło. Marcos, który zachowywał się jakoś dziwnie. Właściwie to nigdy się tak nie zachowywał. Wydaje mi się, że ta jego "zmiana" ma związek z Soledad. No właśnie. A co z małą ? Widać, że Marcos nie jest jej obojętny. Natomiast z drugiej strony pojawił się Ivan, któremu obojętna nie jest ona. Cóż mogę mieć tylko nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. 
Nagle z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego małżonka. 
- Jeszcze siedzisz ?
- Tak... Rozmyślam i dopijam kawę - uśmiechnęłam się i wskazałam na kubek z herbatą. 
Podszedł do mnie, objął mnie od tyłu i zapytał.
- Rozmyślasz nad tym co się tu dzieje, tak ?
- Tak ...
- Ja też ... - przyznał się co mnie trochę zdziwiło.
- No co? Też to zauważyłem. Z resztą, trudno nie zauważyć. Wybryki Marcosa, Soledad siedząca całymi popołudniami w pokoju, rozmowa z Lópezem. Na dodatek Carlota i Martin.
- Rzeczywiście z nimi też jest coś nie tak, a raczej jest coś pomiędzy nimi. 
- Chemia ? 
- Możliwe. Nawet bardzo. A Ty jak uważasz? - zapytałam i spojrzałam na niego czułym wzrokiem. 
- Szczerze ? Nie dałbym sobie uciąć ręki, że nic nie ma pomiędzy nimi dwojga. 
- Trzeba by było lepiej się im przyjżeć, ponieważ oni nie robią takich scen jak tamta dwójka. Trzymają raczej wszystko w sobie.
- Tak, to prawda, ale zajmijmy się tym od jutra, a teraz do łóżeczka i spać - i pocałował mnie w czoło, potem w nosek a na końcu w usta.
- Dobrze. Chodźmy. 
Tak więc poszliśmy na górę. Guille się położył, a ja poszłam pod prysznic. Kiedy wróciłam, on leżał i przeglądał całą księgowość ostatniego tygodnia. Natomiast ja położyłam się pod kołdrę i za moment zasnęłam. 
Rano wstałam około godziny siódmej. Poszłam się wykąpać, po czym zrobiłam lekki makijaż i wyszłam na taras. Uwielbiałam patrzeć jak hacjenda pęka w szfach. Jak moi pracownicy dumnie i dokładnie wykonują swoją pracę od rana do wieczora i tak codziennie. Właśnie wtedy ta posiadłość nabierała barw, nabierała życia.
Nie zdąrzyłam się odwrócić, a tu wybiła już dziewiąta. Postanowiłam więc zejść na dół i zjeść z resztą domowników śniadanie. Martin na schodach dołączył do mnie, przywitał mnie, po czym oboje zeszliśmy na dół. Tam był już Marcos rozmawiający ze swym dziadkiem i ojcem. Siedziały już także dziewczynki, rozmawiając ze sobą szeptem. 
Śniadanie zjedliśmy spokojnie, bez żadnych konfliktów i awantur. Na co cały czas się uśmiechałam. Byłam bardzo zadowolona, że chociaż jeden posiłek można zjeść w spokoju. 
Po śniadaniu umówiłam się z dziewczynkami na jedenastą. Miałyśmy bowiem jechać do centrum handlowego i kupić piękne sukienki dla pięknych młodych dam na przyjęcie u rodziny Lopezów. Dlatego też udałam się do siebie i zaczęłam szykować się do wyjścia na rynek. 

3 komentarze:

  1. czyżby Marcos był zazdrosny. Ha, dobrze mu tak. Niestety nadal obraża dziewczynę, coś czuję, że szybko pożałuje swoich słów

    OdpowiedzUsuń
  2. ech, ten Marcos, taki cham -.- pożałuje jeszcze tego pewnie ;P uu zakupy się szykują, ciekawe jakie ubranka ładne pokupują :D

    OdpowiedzUsuń
  3. hahaha ja bym sie cieszyla jakby mi ktos cos chcial kupic;d ot co;d eni

    OdpowiedzUsuń